<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-4680565078665285319</id><updated>2012-01-27T08:21:47.027+01:00</updated><title type='text'>Z dna szuflady...</title><subtitle type='html'>Trochę moich wypocin literackich, trochę tego co udało mi się w moim życiu napisać... Nic nie poradzę, że lubię to robić ;] Poza tym jeszcze parę innych rzeczy...</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://masayski.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://masayski.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Masay</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08058620445296323093</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_3UWqGFulYuY/SbwDObL3kfI/AAAAAAAAACU/xIoJBWHSHPE/S220/daniel_03.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>36</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4680565078665285319.post-2374565561410046269</id><published>2007-07-10T19:24:00.000+02:00</published><updated>2007-07-10T19:36:52.718+02:00</updated><title type='text'>Kam bek</title><content type='html'>Tia... wróciłem zdaje się... Skończyłem studia, mam tytuł licencjata i co dalej?? Chwila na złapanie oddechu, załatwianie papierkowej roboty i obranie kierunku na kolejną uczelnię :P A co - nauki nigdy dosyć :D&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wydaje mi się, że jednak to wszystko nie będzie mnie kosztowało tyle czasu, że nie będę w stanie znów publikować na tym blogu. Postaram się, żeby nowe (lub odświeżone) teksty pojawiały się tu w miarę regularnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam już pomysł na nowe opowiadanie, ale muszę się zebrać, siąść i je napisać - a wierzcie mi ciężko jeszcze o to w moim przypadku :P Myślę, że każdy by miał "klawiaturowstręt", gdyby przez półtora tygodnia siedział po 20h na dobę i pisał pracę licencjacką... taaak, myślałem wtedy, że będę miał szczęście i umrę na zawał od wypitej kawy czy coś... Ale jakoś udało się to przeżyć i można brać się do dalszej roboty i narzekać na to okrutne, posrane życie...&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4680565078665285319-2374565561410046269?l=masayski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://masayski.blogspot.com/feeds/2374565561410046269/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4680565078665285319&amp;postID=2374565561410046269&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/2374565561410046269'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/2374565561410046269'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://masayski.blogspot.com/2007/07/kam-bek.html' title='Kam bek'/><author><name>Masay</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08058620445296323093</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_3UWqGFulYuY/SbwDObL3kfI/AAAAAAAAACU/xIoJBWHSHPE/S220/daniel_03.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4680565078665285319.post-8808484046440578115</id><published>2007-06-05T21:52:00.000+02:00</published><updated>2007-06-05T22:15:43.716+02:00</updated><title type='text'>zwieszka pozostanie... :(</title><content type='html'>Zaglądam tu, przedzieram się przez pajęczyny, ścieram kurz z pomysłów, opowiadań i komentarzy i co widzę?? Świerze ślady bytności na moim blogu [shock] . Patrzę do komentarzy a tam samo strofowanie, narzekanie, marudzenie... Należy mi się. Należy mi się jak kurze ziarno... Zaniedbałem bloga z różnych przyczyn. Głównie chodziło tu o dużo pracy w ramach studiów, pisanie pracy licencjackiej (która na szczęście posuwa się do przodu. Mozolnie bo mozolnie ale ważne, że do przodu) i paru innych czynników... Ci, którzy typują kobiety, mają też rację ;) Ogólnie chodzi o dość duży stres, presję czasu itp. a wtedy włącza mi się blokada w psychice i nawet jakbym chciał to nie jestem napisać żadnego, nawet krótkiego opowiadanka :( Dopiero jak wszystko mi się ustatkuje, wyjaśni, kiedy ja się odstresuję i odpocznę to powoli wraca. To mi przypomina mojego kumpla, jeszcze z liceum, który zawsze narzekał, że nie pamięta snów. A bardzo by chciał. Wyjaśniłem mu wtedy (nie wiem skąd wtedy miałem taką wiedzę), że to najwidoczniej wynika ze stresu, pośpiechu i presji czasu w szkole. Jak się później okazało, już na wakacjach - miałem rację. Odprężył się, "dał sobie samemu trochę czasu" i zaczął pamiętać wszystkie swoje sny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym momencie mogę powiedzieć tyle - jest mi przykro ale muszę powtórzyć słowa z tematu "zwieszka pozostanie" i nie zmienię tego aż się obronię, albo do połowy lipca. Zależy co nastąpi wcześniej ;) Chciałbym obronić się początkiem lipca, ale jestem przygotowany na kampanię wrześniową...&lt;br /&gt;Póki co przepraszam tych co tu zaglądają i życzę wszystkim dobrej nocy.&lt;br /&gt;Papa&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4680565078665285319-8808484046440578115?l=masayski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://masayski.blogspot.com/feeds/8808484046440578115/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4680565078665285319&amp;postID=8808484046440578115&amp;isPopup=true' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/8808484046440578115'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/8808484046440578115'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://masayski.blogspot.com/2007/06/zwieszka-pozostanie.html' title='zwieszka pozostanie... :('/><author><name>Masay</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08058620445296323093</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_3UWqGFulYuY/SbwDObL3kfI/AAAAAAAAACU/xIoJBWHSHPE/S220/daniel_03.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4680565078665285319.post-2243778472394416135</id><published>2007-03-05T15:53:00.000+01:00</published><updated>2007-03-05T16:03:19.909+01:00</updated><title type='text'>Zwieszka...</title><content type='html'>No i mam zwieszkę... Zawsze tak mam po dużej euforii, nastawieniu się na coś fajnego, sporych nadziejach, dużej ilości pracy... Wtedy przychodzi takie zniechęcenie, zrezygnowanie, chęć odpuszczenia sobie wielu rzeczy i generalnie poddania się bez walki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nad powodami mojego zwieszenia nie będę się rozwodził, bo w sumie i po co? Interesuje to na dobrą sprawę tylko mnie i ew. parę osób, które i tak wiedzą o co chodzi i nie muszę tego dla nich tutaj pisać ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Natomiast o czym chciałem napisać... Mam bardzo prośbę (w sumie bardziej skierowaną do moich ziomków :P) - jeśli mielibyście jakieś książki o &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;historii Ukrainy po 1992 r.&lt;span style="font-weight: bold;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;i o &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;stosunkach międzynarodowych współczesnej Ukrainy&lt;/span&gt;, albo znali jakieś dobre tytuły,&lt;span style="font-weight: bold;"&gt; &lt;/span&gt;to dajcie mi znać (napiszcie mi w komentarzu albo wyślijcie na priv'a) bo mam niejakiej trudności z dostaniem materiałów do pracy licencjackiej. Z góry wielkie dziękasy :D&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A kolejne opowiadanie się jeszcze troszkę odwlecze w czasie z wyżej wymienionego powodu. Sorki...&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4680565078665285319-2243778472394416135?l=masayski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://masayski.blogspot.com/feeds/2243778472394416135/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4680565078665285319&amp;postID=2243778472394416135&amp;isPopup=true' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/2243778472394416135'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/2243778472394416135'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://masayski.blogspot.com/2007/03/zwieszka.html' title='Zwieszka...'/><author><name>Masay</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08058620445296323093</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_3UWqGFulYuY/SbwDObL3kfI/AAAAAAAAACU/xIoJBWHSHPE/S220/daniel_03.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4680565078665285319.post-5732244382340479106</id><published>2007-03-01T19:58:00.000+01:00</published><updated>2007-03-01T20:03:53.370+01:00</updated><title type='text'>Zadanie</title><content type='html'>&lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Cel za 500 metrów – poinformował głośnik&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Wszyscy gotowi? - zapytał mocno zbudowany mężczyzna w ciemno szarym, kevlarowym pancerzu pokrywającym całe ciało&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Tak jest! - jednym głosem odezwało się pozostałych ośmiu mężczyzn siedzących w dość ciasnym powietrznym transporterze.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;Wszyscy byli ubrani w tak samo. Na głowach mieli hełmy z goglami i maskami tlenowymi. Na lewym ramieniu każdego z nich wyraźnie widoczne były rysunki karmazynowych, potężnych młotów.  &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Cel za 200 metrów.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Drużyna „Ghost” odetnie zewnętrzne systemy obronne jedynie na 60 sekund w momencie desantu. W tym czasie musimy przebić się do budynku ochrony i zlikwidować wszystkie cele. Potem przebijamy się do kompleksu głównego. - przypomniał dowódca. Właściwie było to coś na kształt tradycji, bo wszyscy i tak doskonale od dawna znali swoje zadania – Wszystko jasne?&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Tak jest.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Cel za 50 metrów&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Przygotować się! - Automatyczne drzwi pojazdu rozsunęły się po chwili– Ruchy, ruchy, ruchy!!&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;Transporter unosił się niewysoko nad ogromnym ogrodem, otoczonym wysokim murem. Pilot ostrzeliwał karabinami maszynowymi podwieszonymi pod pojazdem cały teren. Żołnierze wyrzucili liny i błyskawicznie zsunęli się po nich na ziemię. Od razu doskoczyli do drzew, rzeźb i innych osłon. Poruszali się w nieludzko szybki sposób. Ochrona dopiero teraz otworzyła ogień. Pilot poderwał maszynę i odleciał.  &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - 45 sekund!&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;Wychylili się zza osłon i odpowiedzieli ogniem. Pociski rozrywające wydzierały kawałki drzew, zamieniały ogród w pobojowisko. Jeden z żołnierzy załadował wyrzutnię rakiet i wycelował w budynek ochrony. Pocisk pomknął z cichym sykiem w kierunku celu. W ułamku sekundy siła eksplozji wyrwała sporą część przedniej ściany i zabiła ochroniarzy.  &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;Oddział ruszył błyskawicznie w kierunku zabudowań. „15 sekund!” Biegli bez wytchnienia. Nikt ich teraz nie ostrzeliwał. Ci przeciwnicy, którzy przeżyli cofnęli się najprawdopodobniej do głównego kompleksu.  &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;Wpadli do dymiących się ruin, profilaktycznie ostrzeliwując wnętrze. Jako ostatni wbiegł żołnierz z ciężkim, ręcznym gutlingiem. W tym samym momencie aktywował się z powrotem system obronny. Seria z ciężkiego karabinu zamontowanego na murze prześlizgnęła się po budynku ochrony. Trafiła jednego z komandosów. Siła pocisków rzuciła go na ziemię.  &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Zabrać! go – krzyknął dowódca – I odsuńcie się od dziury!&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;Żołnierze sprawnie wykonali rozkaz. Wszyscy przyczaili się pod przeciwległą ścianą. &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Co z nim?&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Pociski nie przebiły pancerza – odparł medyk – Jego szczęście, że w większości to były rykoszety. W przeciwnym razie nie miałby nogi. Ale i tak może być złamana, sądząc po wgięciu kevlaru.  &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Zrób co się da, żeby Ghurk się jeszcze przydał. Reszta przygotować się do ataku!&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;Mały ładunek wybuchowy wyrwał drzwi ze ściany. Jednocześnie ktoś uruchomił hologram i w wejściu ukazała się realistyczna postać żołnierza w szarym pancerzu.  &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Spokój. Albo mamy szczęście i nikogo nie ma, albo przejrzeli nasz plan.  &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Wchodzimy! - dowódca rzucił krótką komendę&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;Komandosi sprawnie wbiegli do środka ubezpieczając się na wzajem. Pomieszczenie przecinały czerwone promienie celowników.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Czysto.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Podzielić się na dwie grupy. Sprawdzić piwnice i piętro.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;Ruszyli do zadań. Do pomieszczenia wszedł medyk i utykający żołnierz.  &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Złamanie zamknięte kości udowej lewej nogi. Podałem mu wiązania wapniowe i przeciwbóle. Na chwilę wystarczy...&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;W tym momencie rozległo się kilka krótkich serii z karabinu i zaległa cisza.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Rodriguez, Pyro meldujcie.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Spokój, kapitanie. Kilku ochroniarzy zabarykadowało się w pokoju na piętrze, ale już po kłopocie. Reszta piętra jest czysta – w słuchawce dowódcy rozległ się głos Rodrigueza.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Piwnice też są czyste.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Zrozumiałem. Pyro podłączaj plastik. Tylko migiem.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Się robi wodzu.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;Po chwili cały oddział zebrał się przy przejściu do głównego kompleksu.  &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Mamy karty dostępowe ochrony. Z wejściem do pomieszczeń nie będzie problemu. W momencie kiedy znajdziemy się w głównym budynku, wysadzimy ten i podziemną stację zasilania. To powinno zlikwidować zabezpieczenia na dobre. Drużyna „Zeta” rozpocznie ostrzał budynku z przeciwnej strony. Miejmy nadzieję, że zaabsorbuje to choć trochę ochronę. Ubezpieczać nas będzie dodatkowo z sąsiedniej posesji nasz snajper. Cel znajduje się na trzecim piętrze. Ruszamy!&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;W korytarzu pozbawionym okien rozległ się tupot ciężko obutych nóg. Oddział przemieszczał się szybko i po chwili znalazł się w hallu dużej, nowocześnie urządzonej rezydencji.  &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Z lewej czysto&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Z prawej tak samo&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Dobra, Pyro wysadzaj.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;Rozległ się ogłuszający huk eksplozji. Cały budynek zatrząsł się w posadach, choć z pewnością był dobrze zbrojony. Dosłownie parę sekund później dało się słyszeć warkot karabinów na zewnątrz.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Trzecie piętro! Ruchy, ruchy, ruchy!&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;Komandosi wbiegali po schodach, uważnie rozglądając się na wszystkie strony. Pierwsze piętro minęli bez problemu. Z drugim nie poszło już tak łatwo... &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;Schody się skończyły, a korytarz po kilku krokach skręcał pod kątem prostym. Jeden z żołnierzy wysunął za róg małą kamerę, która przesyłała obraz prosto do gogli.  &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Tam coś jest... - zaczął, ale przerwała mu seria pocisków, wyrywająca spore kawałki ściany niedaleko jego głowy.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Co to jest?&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Robot bojowy albo coś podobnych rozmiarów. Nie zdążyłem się przyjrzeć.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Ta cholera blokuje schody na 3 piętro – warknął Rodriguez. Kolejna fala pocisków uderzyła o ścianę, przebijając ją prawie na wylot.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Ja się tym zajmę, kapitanie – Ghurk przeładował broń.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;Wyskoczył za róg w momencie, kiedy przeciwnik przestał strzelać. Rozległa się kanonada pocisków wylatujących z niesamowitą prędkością z obrotowej lufy gutlinga. Płomienie odbijały się w ciemnych goglach Ghurka. Siła broni była potworna, ale maszyna stojąca naprzeciw nawet się  nie zachwiała.  &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Na ziemię! – Ghurk skoczył za róg dokładnie w momencie, kiedy robot rozpoczął kolejny ostrzał.  &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;Olbrzymi pocisk rozerwał ścianę w miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą była głowa kapitana.  &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Co robimy? - zapytał Ghurk zakładając nową taśmę z nabojami&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Powtórka z rozrywki ale z czymś gratis – odpowiedział spokojnie dowódca – Stone dodaj coś od siebie.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;Znów, w momencie kiedy robot przestał strzelać, komandosi otworzyli do niego ogień z ciężkiej broni. Mało co przetrwało by taką siłę. Na szczęście tym razem nie było wyjątku. Pociski oderwały uzbrojone kończyny, a po chwili metalowe cielsko uderzyło o ziemię.  &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Dobra robota. A teraz na górę! I zachować czujność!&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;Akcja dalej poszła już płynnie. Schody, kolejne piętro, zdjęcie ochroniarzy, przeszukanie pokoi. Cel był w sypialni. Gruby mężczyzna, w wieku 40 lat kulił się w kącie pokoju.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Yokuni, bierz dysk z danymi. Rodriguez, Bolt stańcie przy drzwiach – rozkazał kapitan podchodząc do mężczyzny – Panie wiceprezydencie, mam rozkaz zabicia pana.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Nie, nie! Błagam! - grubas płakał – Zapłacę wam... dam wszytko co zechcecie! Tylko proszę, nie zabijajcie mnie!&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;Huk strzału. Czerwona plama wykwitająca nagle na białej ścianie. Ciało mężczyzny osuwające się na podłogę&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Pieprzony boss narkotykowy – mruknął Ghurk – Jeszcze miał czelność błagać o życie.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Dość tego biadolenia – dowódca odwrócił się w stronę wyjścia – Czas się zmywać...&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;Nagle gdzieś bardzo blisko rozległy się strzały z karabinu.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Ktoś tu idzie! Mamy towarzystwo!&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Kurwa, skąd oni się tu wzięli – warknął kapitan – Falcon, Yokuni na balkon i linami na dach do transportera. Dysk jest najważniejszy. Reszta zablokować wejście i przygotować się na imprezę.  &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;Po chwili wszyscy byli już na swoich miejscach. W momencie kiedy dwójka żołnierzy znikała za oknem, drzwi do sypialni eksplodowały. Tysiące drobnych drzazg odbiło się od szarych pancerzy. Napastników powitał w progu grad pocisków...&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4680565078665285319-5732244382340479106?l=masayski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://masayski.blogspot.com/feeds/5732244382340479106/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4680565078665285319&amp;postID=5732244382340479106&amp;isPopup=true' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/5732244382340479106'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/5732244382340479106'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://masayski.blogspot.com/2007/03/zadanie.html' title='Zadanie'/><author><name>Masay</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08058620445296323093</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_3UWqGFulYuY/SbwDObL3kfI/AAAAAAAAACU/xIoJBWHSHPE/S220/daniel_03.jpg'/></author><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4680565078665285319.post-7992895752369685189</id><published>2007-03-01T19:47:00.000+01:00</published><updated>2007-03-01T19:57:55.727+01:00</updated><title type='text'>Chroniczny brak czasu...</title><content type='html'>Na samym początku chciałem przeprosić za dość długą przerwę. Nie była ona jednak wywołana moim lenistwem (a przynajmniej nie odegrało ono w tej sprawie aż tak dużej roli :P), a brakiem czasu. Niestety pisanie pracy licencjackiej zajmuje mi więcej czasu niż myślałem, a póki co to ona jest dla mnie priorytetem (choć wcale mi się to nie podoba :/). O jednym mogę w tym momencie zapewnić - takie przerwy w publikowaniu opowiadań będą regularne, a im bliżej czerwca, coraz częstsze. Niestety, jak to mówią - życie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Koniec marudzenia. Dodam jeszcze parę słów o następnym opowiadaniu. Powstało ono grubo przed rokiem, właściwie z mojej ciekawości jak się sprawdzę w takim gatunku. Tak więc, nie ma ono jakiejś odkrywczej fabuły - to muszę przyznać od razu. Co jeszcze mogę dodać... Chyba, że jest to jedyne opowiadanie, które umieściłem w "klimatach" militarystyczno - futurystycznych. Moim zdaniem trochę mu brakuje, ale nie mam teraz czasu, żeby się nim zająć i poprawić. Może kiedyś...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A póki co zapraszam do lektury.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4680565078665285319-7992895752369685189?l=masayski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://masayski.blogspot.com/feeds/7992895752369685189/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4680565078665285319&amp;postID=7992895752369685189&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/7992895752369685189'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/7992895752369685189'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://masayski.blogspot.com/2007/03/chroniczny-brak-czasu.html' title='Chroniczny brak czasu...'/><author><name>Masay</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08058620445296323093</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_3UWqGFulYuY/SbwDObL3kfI/AAAAAAAAACU/xIoJBWHSHPE/S220/daniel_03.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4680565078665285319.post-2463004563900917791</id><published>2007-02-22T19:07:00.000+01:00</published><updated>2007-02-22T19:41:40.243+01:00</updated><title type='text'>Początek końca</title><content type='html'>Tak, zgadza się. Końcówka lutego to początek końca czegoś więcej. Ale bynajmniej nie mnie... taką mam przynajmniej serdeczną nadzieję. Więc o co mi chodzi?? O to, że zaczął mi się ostatni semestr studiów (przynajmniej na mojej obecnej uczelni). Związane jest to z wieloma innymi rzeczami. Między innymi np. z powoli narastającym stresem i presją, związaną z pracą licencjacką i obroną, z pożegnaniem się z ludźmi z uczelni, do których się wbrew pozorom przywiązałem (nie do wszystkich, nie myślcie sobie) albo przynajmniej przyzwyczaiłem. No i jak dobrze pójdzie, to luty będzie też początkiem końca mojej bytności w tym kraju. Nie wiem czy już o tym wspominałem, ale nawet jeśli tak, to wspomnę jeszcze raz :D Po ukończeniu tej uczelni chciałbym pojechać na studia do Szkocji. A dokładniej rzecz ujmując na czwarty rok licencjata (w Europie takie studia trwają 4 lata) i ukończyć go zdobyciem tytułu Bachelor'a. A co potem? Sam jeszcze nie wiem dokładnie - może zostanę na wyspach poszukać pracy, albo kontynuować naukę? Chciałbym (także z innych niż wymienione powodów), choć z drugiej strony, chciałbym związać swoją przyszłość z Rzeszowem (bardzo lubię swoje miasto :D ) i z ludźmi, do których jestem przywiązany i, z którymi czuję się bobrze (&lt;- nie to nie błąd ;D ). A może w ogóle nie uda mi się nigdzie wyjechać i będę musiał poszukać sobie pomysłów na życie tutaj?? To też nie problem, bo trzeba być elastycznym i gotowym na każdą ewentualność. Grunt to nie przywiązywać się do planów, choćby nie wiem jak genialne i realistyczne się nam wydawały. Życie jest akurat jedną z najbardziej złośliwych bestii jakie znam... Martwić się o wszystko będę w odpowiednim czasie, póki co "luzik" ;) Niemniej jednak, coraz częściej zastanawiam się co zrobić ze swoim życiem dalej...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli chodzi o kolejną formę literacką, którą zamieszczę to mam jeden wyznacznik odnośnie tejże... Ma to być coś czego Świry - Renifery jeszcze nie czytały. A ze mną jak z dzieckiem - mówisz i masz ;) Muszę się jeszcze zastanowić, co konkretnie zamieścić i zapewne dokonać kilku poprawek, więc nie liczyłbym niestety, że coś się już dziś pojawi. Ale może jutro albo w piątek? Postaram się dotrzymać terminu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4680565078665285319-2463004563900917791?l=masayski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://masayski.blogspot.com/feeds/2463004563900917791/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4680565078665285319&amp;postID=2463004563900917791&amp;isPopup=true' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/2463004563900917791'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/2463004563900917791'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://masayski.blogspot.com/2007/02/pocztek-koca.html' title='Początek końca'/><author><name>Masay</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08058620445296323093</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_3UWqGFulYuY/SbwDObL3kfI/AAAAAAAAACU/xIoJBWHSHPE/S220/daniel_03.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4680565078665285319.post-1221470613460233623</id><published>2007-02-20T21:40:00.000+01:00</published><updated>2007-02-20T21:46:40.130+01:00</updated><title type='text'>Czy to się zdarzyło??, część 5</title><content type='html'>&lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Może mi powiesz czemu mnie śledzisz? – głos rozległ się tuż nad moją głową. A zabrzmiał tak zaskakująco, że aż usiadłem na ziemi. Nie byłem w stanie wydobyć z siebie głosu. – No? Czemu nic nie mówisz? Czekam na odpowiedz?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Ja... pana... śledzę? Nie... – ciężko było mi pozbierać myśli&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Czyli znalazłeś się tu kompletnym przypadkiem? W celach, że tak to ujmę, krajobrazowo – poznawczych – ten szyderczy głos brzmiał dokładnie jak w moim śnie. Pokiwałem bezmyślnie głową – Daj spokój! Wiesz co spotyka tych co wścibiają nos w nie swoje sprawy?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Nie odpowiedziałem. Byłem jednak w jakiś dziwny sposób pewien, że mężczyzna wcale na odpowiedź nie liczył. Przez cały czas, kiedy skradałem się do baraku, on stał po jego niewidocznej dla mnie stronie. Sobie tylko mogłem mieć za złe, że w mojej krótkiej działalności wywiadowczej popełniłem tak beznadziejny błąd – mogłem najpierw obejść barak dookoła... Mężczyzna podszedł do mnie. Chwycił mnie za kołnierz kurtki i podniósł do góry bez większego wysiłku.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Właź do środka – warknął. Poczułem, jakbym nagle się obudził i odzyskał władzę w całym ciele. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Zacząłem się szarpać. Próbowałem różnych sposobów, żeby uwolnić się ze stalowego uchwytu. Na gościu nic jednak nie robiło wrażenia. W pewnym momencie złapał mnie za nadgarstek i wykręcił gwałtownie rękę za plecy. Nagły ból sprawił, że zobaczyłem wszystkie konstelacje gwiazd i jestem pewien, że ponadto kilka jeszcze nie odkrytych. Prowadzony na dźwigni wszedłem posłusznie do baraku. Mężczyzna pchnął mnie z nieludzką siła. Zawadziłem o coś nogą i poleciałem bezwiednie do przodu. Upadłem na coś co mogło być materacem, bo było dość miękkie, choć cuchnęło okropnie. Usłyszałem trzask zamykanych drzwi. Wiedziałem, że mam ogromny problem – wdepnąłem w bardzo śmierdzące kaka. Poddźwignąłem się na kolana, rozcierając bolącą rękę. Mój wzrok padł na przedmiot, na który upadłem. W jednej sekundzie krew odpłynęła mi z twarzy, a serce praktycznie przestało pracować. Targnęły mną torsje ale nie byłem w stanie zwymiotować. Przede mną leżały zwłoki. Zwłoki jakiegoś faceta. Sina twarz zastygła w pośmiertnej, groteskowej masce. Szeroko otwarte oczy wyrażały przeraźliwy strach. Miał na sobie brudne ubranie, a na koszuli na wysokości klatki piersiowej prezentowała się ogromna ciemno – czerwona plama. Zacząłem wycofywać się tyłem na czworakach. Myśli galopowały w szalonym pędzie, strach dławił i wyciskał dech z piersi. Nagle poczułem jakąś przeszkodę. Odwróciłem głowę w nadziei, że to tylko ściana. Jak to mówią – „nadzieja matką głupich”. Nade mną stał mężczyzna, a jego twarz nie wyrażała żadnych uczuć czy emocji. Wyglądała jak maska demona. Cienie kładły się na niej w upiorny sposób. Uniósł błyskawicznie rękę. Zauważyłem jakiś błysk. Zdążyłem tylko krótko krzyknąć...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; text-indent: 0.64cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; text-indent: 0.64cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; text-indent: 0.64cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;...wyprostowałem się gwałtownie. Oddychałem szybko. Serce waliło mi tak jakby chciało wyrwać się z piersi. Coś spłynęło mi po twarzy. Odruchowo przetarłem twarz i popatrzyłem na dłoń. To tylko pot. Nagle zdałem sobie sprawę, że cały jestem mokry. Wilgotna była także pościel. Ukryłem twarz w dłoniach. Próbowałem się uspokoić. „A więc to był tylko pieprzony sen. Jebany w dupę koszmar. – przeklinałem w myślach – Kurwa mać! Ja pierdolę!”. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Po kilku minutach zszedłem z wyrka. Lekko chwiejnym krokiem poszedłem do łazienki, wszedłem pod prysznic. Czułem jak zimna woda spłukuje ze mnie pot i wspomnienie snu. Czułem się lepiej. Umyłem zęby. Rozległo się pukanie do łazienki.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Wychodź – to była matka – Śniadanie jest już na stole.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Zaraz – odpowiedziałem. Popatrzyłem jeszcze raz do lustra. Popatrzyła na mnie blada, zmęczona twarz. Pokręciłem głową i wyszedłem.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Śniadanie kompletnie mi nie smakowało. Jadłem je bardzo wolno.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Źle dziś wyglądasz – matka usiadła naprzeciwko mnie – Źle się czujesz?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Nie. Wszystko jest OK– „Kurde, wszystko jak w tym pieprzonym śnie” – pomyślałem przez moment.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Boli cię coś? - usiadła na przeciwko mnie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Nic mnie nie boli. Powiedziałem ci już, że jest OK. Będziesz dopytywać tak długo aż usłyszysz, że coś mi jest – nie miałem sił, żeby być uprzejmym.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Nie musisz być od razu opryskliwy – głos matki wszedł na tonację oznaczającą zbliżającą się awanturę, na którą nie miałem ochoty – Po prostu cię pytam, bo się martwię&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - To miłe, ale nie ma potrzeby – próbowałem załagodzić sytuację póki była taka szansa – Czuję się dobrze tylko mam ciężki dzień.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Dlaczego? – matka nie dała się zbić z tropu – To wszystko na pewno przez to, że do późna siedzisz przy komputerze. Obiecałeś, że nie będziesz zarywał nocy. A ty co robisz? I do tego oglądasz ciągle te głupie horrory. Później masz koszmary i budzisz się blady i zmęczony. Zacznij dbać o swoje zdrowie, póki nie jest za późno. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Oj, mamuś, daj mi spokój.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Co...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Przepraszam, mam telefon – popatrzyłem na komórkę. Na ekranie wyświetlało się słowo: „Siwy”. „Czy to nie tak było we śnie? Dzwoni Siwy, wychodzę z domu, spotykam tego świra i ... – wzdrygnąłem się na samą myśl o tym.”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Cześć, Masay. Co teraz robisz? Możesz wpaść na uczelnię? Jest trochę roboty.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Wiesz co, nie wiem czy się wyrobię. Jestem trochę zajęty. Nie wiem kiedy będę wolny – zauważyłem, że matka patrzy na mnie ze zdziwieniem – Jak skończę to zadzwonię czy jestem jeszcze potrzebny. Może tak być?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Acha. No dobra, ale postaraj się być. Spróbuję jeszcze ściągnąć Adama. To na razie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Hej.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Co się stało, że nie chcesz iść na uczelnię – zapytała podejrzliwie matka&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Zrobię sobie chyba dzień wolnego – mruknąłem pod nosem – Może pomóc ci w czymś w domu?  - matka o mało nie spadła z krzesła...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="center" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;KONIEC&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4680565078665285319-1221470613460233623?l=masayski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://masayski.blogspot.com/feeds/1221470613460233623/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4680565078665285319&amp;postID=1221470613460233623&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/1221470613460233623'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/1221470613460233623'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://masayski.blogspot.com/2007/02/czy-to-si-zdarzyo-cz-5.html' title='Czy to się zdarzyło??, część 5'/><author><name>Masay</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08058620445296323093</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_3UWqGFulYuY/SbwDObL3kfI/AAAAAAAAACU/xIoJBWHSHPE/S220/daniel_03.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4680565078665285319.post-6994644462148070631</id><published>2007-02-18T18:21:00.000+01:00</published><updated>2007-02-18T18:24:20.892+01:00</updated><title type='text'>Czy to się zdarzyło??, część 4</title><content type='html'>&lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;...otworzyłem oczy. W uszach dźwięczał mi przeraźliwy krzyk. Nagle wszystko ucichło i zdałem sobie sprawę, że to ja krzyczałem. Rozejrzałem się. Znajomy biały sufit, znajomy obraz na ścianie, znajome ściany obite boazerią, znajoma pościel... Leżałem we własnym łóżku. „A więc to był tylko sen. Koszmar. – odetchnąłem z ulgą, ale zaraz zamarłem – A jeśli nie?!” Zerwałem się z łóżka i zeskoczyłem na podłogę. Z mocno bijącym sercem wszedłem do łazienki. Zapaliłem światło i spojrzałem w lustro. Obejrzałem dokładnie szyję, obmacałem głowę. „Wszystko wydaje się w porządku. A więc to był tylko sen – czułem jak napięcie, adrenalina i strach ulatują ze mnie zupełnie. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; text-indent: 0.64cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Czułem się dziwnie nieswojo. Śniadanie mi kompletnie nie smakowało – a musicie wiedzieć, że są tylko dwie sytuacje, w których się tak dzieje. Muszę być chory albo mieć kaca – giganta. Miałem wrażenie, że z kuchni wyjdzie nie moja matka, ale jakiś ohydny truposz i rzuci się na mnie, żeby pożreć mój mózg, zamienić mnie w podobną sobie potworę czy cokolwiek tam oni jeszcze robią z ludźmi. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Na szczęście jednak z kuchni wyszła tylko ona. Przez chwilę przyglądała mi się uważnie. Ja starałem się na nią nie patrzeć, żeby nie sprowokować rozmowy o moim stanie, choć wiedziałem, że i tak jest to nieuniknione. Musiałem wyglądać naprawdę źle. Pewnie miałem podkrążone oczy (usłyszę, że za długo siedzę w nocy przy komputerze), błędny wzrok i byłem nienaturalnie blady (dowiem się, że oglądam za dużo tych głupich horrorów przed pójściem spać i dlatego nie śpię dobrze, nie wysypiam się, robię się nerwowy i blablabla... i, że niedługo mi odbije, a to w ogóle to wziąłbym się do jakiejś uczciwej roboty). I jakby się zastanowić to mogła mieć trochę racji.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Źle dziś wyglądasz – matki mają to do siebie, że nie muszą nawiązać kontaktu wzrokowego z rozmówcą, ani zwrócić jego uwagi, żeby zacząć rozmowę – Źle się czujesz?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Nie mamo, czuję się świetnie – uśmiechnąłem się, ale musiało to wypaść bardzo słabo, bo mi nie uwierzyła&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Masz gorączkę? Boli cię coś? A może wczoraj za dużo wypiłeś?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Co za dużo, co za dużo – przyznam się, że ta rozmowa zaczęła mnie szybko irytować – Wróciłem do domu trzeźwy, tak? To niby co? W nocy spod poduchy piwa wyciągałem?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Nie musisz być od razu opryskliwy – głos matki wszedł na tonację oznaczającą zbliżającą się awanturę, na którą nie miałem kompletnie ochoty – Po prostu cię pytam, bo się martwię&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - To miłe, ale nie ma potrzeby – próbowałem załagodzić sytuację póki była taka szansa – Czuję się dobrze tylko mam ciężki dzień.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Dlaczego? – matka nie dała się zbić z tropu&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Oj, mamuś, daj mi spokój.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Co...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Przepraszam, mam telefon – popatrzyłem z wdzięcznością na komórkę. Na ekranie wyświetlało się słowo: „Siwy”.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Oznaczało to dwie rzeczy. Nie będę musiał kontynuować rozmowy z matką. Ale tylko dlatego, że będę musiał pójść na uczelnię, bo jest robota w samorządzie. No cóż, na tym świecie nie ma nic za darmo. I rzeczywiście moje przypuszczenia okazały się słuszne.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Wychodzę na uczelnię – rzuciłem przez ramię i poszedłem się przebrać. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Jak to wychodzisz? Przecież się źle czujesz?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - To ty tak twierdzisz. Ja temu od dłuższego czasu zaprzeczam. Jest robota. Nie będę miał czasu myśleć, że mam ciężki dzień.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - A w domu czegoś zrobić to nie łaska – mama zmieniła linię ataku. Trzeba przyznać, że arsenał miała spory. Co więcej całą broń, czyli argumenty dostarczyłem jej ja.  – Wychodzisz rano, wracasz na obiad i znów wychodzisz i wracasz w nocy. Traktujesz dom jak hotel.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Daj spokój. Wieczorami nie wychodzę znów tak często – zawiązywałem buty. Wiedziałem, że jak się nie pospieszę to awantura runie jak lawina – A, że mam robotę na uczelni to inna sprawa. Dobra, idę.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Cześć – matka zamknęła za mną drzwi. A ja cicho odetchnąłem. Udało się.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Zszedłem szybko po schodach. Zatrzymałem się na chwilę przed klatką i zastanowiłem się, którędy mam ochotę pójść na uczelnię. Wybrałem drogę wzdłuż głównej ulicy. „Większa szansa, że zobaczę jakieś ładne dziewczyny” – pomyślałem i ruszyłem w kierunku centrum. Pogoda był całkiem ładna. Było sporo słońca, pomimo, że na niebie kłębiły się dość gęste chmury. Na chodniku stały kałuże - w nocy zapewne padało. Powietrze też było przyjemne, a lekki wietrzyk chłodził twarz.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Przeszedłem przez ulicę. Miła pani, w jaskrawym kubraczku i dużym znakiem z napisem „STOP”, zatrzymała nadjeżdżające samochody dla mnie i grupy rozwrzeszczanych dzieciaków. Ponownie nawiedziła mnie myśl, że za nic nie będę chciał mieć dzieci. A przynajmniej nie w najbliższym stuleciu. Minąłem cukierenkę, parę sklepów i zatrzymałem się koło księgarni. Rozejrzałem się po wystawie. Niestety, ale na pewno na szczęście dla mojego portfela, nie znalazłem nic co by mnie zainteresowało. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; text-indent: 0.64cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Miałem już ruszyć w dalszą drogę, kiedy zauważyłem, że przed księgarnią zatrzymał się jakiś mężczyzna. Rzuciłem na niego okiem i doznałem dziwnego uczucia. Miałem wrażenie, że gdzieś już go widziałem. Nie wiedziałem tylko gdzie... Wydawało mi się, że odpowiedź jest prosta ale nie byłem w stanie na nią wpaść. Wpatrywałem się w niego usilnie, ale on chyba nie zwrócił na mnie uwagi. Skończył przyglądać się wystawie i ruszył w swoją stronę. Kiedy mnie mijał po plecach przebiegły mi dreszcze. Spojrzałem mu jeszcze raz w twarz i nagle przypomniałem sobie skąd go znam. Przecież nie tak dawno widziałem tą pociągłą, pomarszczoną twarz, charakterystycznie uniesione brwi... Zrobiło mi się słabo. Ciężko było mi w to uwierzyć, ale właśnie minął mnie „wampir” z mojego snu. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;„ - &lt;span lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Coś jest nie tak – myślałem gorączkowo – Takie rzeczy się nie zdarzają. To musi być jakiś przypadek. Na pewno. Kiedyś go widziałem, a mój umysł wykorzystał jego obraz w śnie. Tak, to brzmi prawdopodobnie”.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Popatrzyłem za nim już spokojniejszy. Skręcił właśnie za róg. Kierował się na podwórka za budynkiem. Coś dziwnego zaczęło się dziać w mojej głowie. Zamiast iść swoją drogą, zaczynałem odczuwać nieodpartą chęć pójścia za mężczyzną. Byłem nieludzko ciekawy kim on jest, gdzie idzie i tak dalej? Toczyłem ze sobą wewnętrzną walkę – miałem przecież iść na uczelnię. Decyzję musiałem podjąć szybko, bo mężczyzna ciągle się oddalał. Ruszyłem przed siebie i po chwili skręciłem obok apteki idąc śladami „wampira”. Wyciągnąłem telefon, zadzwoniłem do Siwego i wyjaśniłem mu, że wypadło mi coś bardzo ważnego i spóźnię się jakąś godzinę. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="text-indent: 0.74cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Rozejrzałem się po podwórku. Oprócz dzieci bawiących się wesoło w piaskownicy i babci drzemiącej na ławce nie było tu nikogo. Wybiegłem na ulicę po przeciwnej stronie podwórka., ale nigdzie nie widziałem gościa z mojego snu. Cofnąłem się zniechęcony i w tym momencie zobaczyłem jak wychodzi z klatki schodowej. Serce zabiło mi szybciej – „Teraz już go nie zgubię!”.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Ruszył przez plac, ale nie w moją stronę. Wyszedł z podwórka trzecim wyjściem. Skręcił w lewo, w stronę bulwarów nad rzeką. Odczekałem chwilę i ruszyłem za nim. Starałem się trzymać dość daleko, chociaż patrząc logicznie na całą sytuację, mężczyzna nie miał podstaw by podejrzewać, że ktoś go śledzi. Jednak jakiś wewnętrzny głos podpowiadał mi, że tak będzie lepiej. Czułem dziwną mieszaninę podniecenia (wynikającego zapewne z niecodziennej sytuacji) i robienia z siebie błazna.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Zbliżaliśmy się do szkoły podstawowej. Dzieciaki musiały mieć przerwę albo wuef, bo dało się słyszeć wesołe okrzyki i nawoływania dobiegające od strony szkolnych boisk. Zastanawiałem się dokąd idzie mój „podejrzany”. W pierwszej chwili myślałem, że skieruje się na kładkę i pójdzie na Nowe Miasto. On jednak przeszedł przez ulicę, skręcił w lewo i poszedł dalej wąskim chodnikiem obok podstawówki. Dość mocno mnie to zdziwiło. Wyglądało na to, że jeśli nie wejdzie do któregoś z pobliskich bloków to zatoczy duże koło.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Minął wszystkie klatki schodowe, przeszedł przez parking na sporych rozmiarów plac, porośnięty dzikimi krzakami, drzewami, a będący zarazem gruzowiskiem i nielegalnym wysypiskiem śmieci. Moje zdumienie sięgnęło szczytu. Teraz już kompletnie nie wiedziałem dokąd zmierza. Wprawdzie mógł iść na przełaj w kierunku pobliskiej hali sportowej, ale nie widziałem w tym większego sensu. Ruszyłem za nim, trzymałem się jednak w jeszcze większej odległości. Po chwili śledzony przeze mnie mężczyzna zrobił kolejną zaskakującą rzecz. Skręcił w największe skupisko krzaków i drzew. Kiedy mężczyzna zniknął za nimi, pobiegłem w tamtą stronę. Cały czas patrzyłem pod nogi – nie chciałem potknąć na kamieniach i w wpaść w rozbite szkło. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Zatrzymałem się tuż przy krzakach. Nie słyszałem żadnych „podejrzanych” dźwięków, rozchyliłem więc gałęzie. Mężczyzny nigdzie nie zauważyłem. Moim oczom ukazał się natomiast nieduży, blaszany barak. Farba odchodziła od niego płatami. Okna były popękane i zasłonięte kawałkami tektury. Drzwi były lekko uchylone. „Jakby czekały na mnie – pomyślałem”. Niewiele się zastanawiając podszedłem do nich najciszej jak potrafiłem. Wstrzymałem oddech. Nasłuchiwałem. Żaden odgłos nie dobiegał z baraku. Kucnąłem i zajrzałem ostrożnie do środka. Panował w nim półmrok. Cienie rozpraszały nieliczne promienie światła wpadające przez dziury i szpary w dachu. Wyglądało na to, że nikogo nie ma w środku. Nachyliłem się jeszcze bardziej, żeby lepiej się przyjrzeć wnętrzu...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4680565078665285319-6994644462148070631?l=masayski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://masayski.blogspot.com/feeds/6994644462148070631/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4680565078665285319&amp;postID=6994644462148070631&amp;isPopup=true' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/6994644462148070631'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/6994644462148070631'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://masayski.blogspot.com/2007/02/czy-to-si-zdarzyo-cz-4.html' title='Czy to się zdarzyło??, część 4'/><author><name>Masay</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08058620445296323093</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_3UWqGFulYuY/SbwDObL3kfI/AAAAAAAAACU/xIoJBWHSHPE/S220/daniel_03.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4680565078665285319.post-7003164150798335651</id><published>2007-02-15T23:47:00.000+01:00</published><updated>2007-02-15T23:51:21.316+01:00</updated><title type='text'>Czy to się zdarzyło??, część 3</title><content type='html'>&lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span lang="pl-PL"&gt;Nie powiedziałem nic więcej. Pokazałem mu ręką gdzie ma patrzeć. „Mój Boże – jęknął”. Kupy ubrań, które wcześniej mijaliśmy, a które leżały sobie spokojnie wśród trawy,  postanowiły chyba &lt;span lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;się &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;trochę poruszać. Przejęty grozą patrzyłem jak powoli podnoszą &lt;span lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;się z ziemi&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;. Okazało się, że to nie były same szmaty. To byli ludzie... A przynajmniej byli nimi kiedyś... W najgorszych koszmarach nie widziałem takich rzeczy. Czułem się jakbym miał zaraz oszaleć. O czymś takim czytało się w tylko książkach albo oglądało na filmach. „Nie, to nie może być prawda.  – powtarzałem sobie w myślach jak mantrę, która miała mi pomóc”. Teraz już wszyscy spoglądaliśmy oniemiali na to widowisko grozy. Na t&lt;/span&gt;&lt;span lang="en-US"&gt;o dans macabre...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span lang="en-US"&gt;W naszym kierunku&lt;/span&gt;&lt;span lang="pl-PL"&gt; szły żywe trupy. Nie dało się ich inaczej nazwać. Razem z podartymi fragmentami ubrań zwisały z nich strzępy czarnego, zgniłego mięsa i skóry. Kończyny były nienaturalnie powykręcane w stawach, co powodowało, że ich powolny marsz był groteskową parodią ludzkiego chodu. Twarze ich, o ile można je było nazwać twarzami, były upiornymi maskami. Skurczona skóra odsłaniała przegniłe dziąsła i poważne ubytki w uzębieniu. Niektórym brakowało nosów, innym oczu albo uszu. W ich miejscach ziały czarne dziury. Trupy szły w zupełnym milczeniu. Towarzyszył im wyłącznie szelest trawy i okropny smród. Były coraz bliżej, a my staliśmy jak zamurowani, niezdolni do najmniejszego ruchu. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Pierwszy otrząsnął się Bóbr. I być może tylko dzięki temu przeżyliśmy... Wciągnął nas gwałtownie do środka. Bolesny kontakt z podłogą podziałał lepiej niż zimny prysznic. Otrząsnęliśmy się natychmiast. Pomogliśmy mu zamknąć drzwi. I oparliśmy się o nie. W tym momencie zdałem sobie sprawę, że jedyną osobą, która nie wyglądała na zbytnio przejętą całą sytuacją jest nasz niedawny przewodnik. Stał naprzeciwko i przyglądał się nam ze spokojem. Nie byłem pewien ale chyba widziałem błąkający się po jego ustach cień ironicznego uśmiechu. Nic nie mówiąc wyciągnął papierosa i zapalił. Zaciągnął się głęboko dymem, po czym wypuścił go bardzo wolno. Patrzyłem na niego trochę jak zahipnotyzowany. Dopiero głośne i mocne uderzenie w drzwi wyrwało mnie z tego odrętwienia.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Dotarły już do drzwi – krzyknął Bóbr – Trzymajcie mocno&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Co to  ogóle ma być? – zapytał Bisek z przerażeniem w głosie. Kolejne uderzenie. Zaraz po nim następne i następne. Drzwi za każdym razem lekko odskakiwały od framugi.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Chyba zombie...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Jakim cudem...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Nie nazwałbym tego w ten sposób. Cuda kojarzą się raczej miło – sam byłem zaskoczony, ze próbowałem żartować&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Przecież to przeczy logice, naturze...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Niewątpliwie masz rację – po raz pierwszy od dłuższego czasu odezwał się tajemniczy mężczyzna&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - A pan co? – wrzasnąłem. Widząc, że zgniła ręka wsunęła się przez szparę w drzwiach, naparliśmy na nie mocniej. Rozległ się ohydny chrupot pękającej kości i całe przedramię trupa upadło na ziemię i znieruchomiało. Nie udało mi się powstrzymać uciekającego śniadania. Ciosy spadały częściej i drzwi coraz bardziej się uchylały – Niczym się pan nie przejmuje? Zachowuje się pan jakby to było normalne.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Bynajmniej – jego spokojny głos wcale nie uspokajał – nie jest to normalne. Ale już nie takie rzeczy widziałem. I to nie prawda, że się nie przejmuję. Tylko nie ma powodów, żeby panikować. To w niczym nie pomaga. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Nie wiem jak długo uda nam się je zatrzymać – rzeczowo powiedział Bóbr – Atakują coraz mocniej. W końcu się tu dostaną. Co wtedy?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Uciekniemy do podziemi – odpowiedział – Zombie są głupie i wolne. Będziemy mieli tam przewagę. A może będziemy mieli szczęście i znajdziemy drugie wyjście. Przygotujcie się. Zaraz schodzimy – powiedział widząc jak siła kolejnego uderzenia odrzuciła nas nieco od drzwi – Poczekajcie aż minie fala uderzeń... Teraz!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Rzuciliśmy się w stronę zejścia. I nad wyraz sprawnie zeszliśmy na dół zaraz za przewodnikiem. Usłyszeliśmy tylko jak z hukiem otworzyły się drzwi i rozległy się odgłosy jakiejś kotłowaniny. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt;  &lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;W podziemiach panowały prawie zupełne ciemności. Prawie, bo w niektórych miejscach dało się zauważyć pozatykane na ścianach zapalone pochodnie. Przed nami znajdowały się wejścia do dwóch korytarzy. Chybotliwe światło budziło cienie. Wydawało się, że ściany się ruszają, a całe podziemia żyją. W powietrzu czuło się wilgoć i zatęchły zapach piwnic. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Chodźmy stąd. Im szybciej się stąd wydostaniemy tym lepiej dla nas. – powiedział przewodnik&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Myśli pan, że trupy nie pójdą za nami?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Myślę, że są przykute do tego miejsca i kiedy uda nam się uciec, dadzą nam spokój.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Ale pewności nie ma?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Nie. Nie wolno mieć pewności. To usypia czujność.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt; - Kim pan jest? – zapytałem&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - To nie pora ani miejsce, żeby o tym mówić – mruknął pod nosem. – Im mniej wiecie, tym dla was lepiej. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Popatrzyłem na niego uważnie. W ciemnościach wyglądał bardzo tajemniczo. Zacząłem się zastanawiać czy nie jest przypadkiem jakimś nawiedzonym łowcą duchów albo księdzem egzorcystą. W sumie pasowałby do tej roli... Jeszcze kilka dni temu śmiałbym się z takich domysłów, ale w obecnej sytuacji...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Nagle gdzieś za nami rozległo się głuche tąpnięcie. Jakby coś ciężkiego spadło z dużej wysokości. Po chwili kolejne i jeszcze jedno. Naliczyłem osiem takich uderzeń. Nietrudno było się domyślić, że to zombie wpadły na pomysł jak zejść do podziemi. Trzeba przyznać, że był to szybki sposób. Jedyną jego wadą było to, że żywym upadek z kilku metrów na pewno nie wyszedłby na dobre.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Już są na dole – potwierdził moje podejrzenia „nawiedzony” mężczyzna – Rozdzielmy się na najbliższym skrzyżowaniu korytarza.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - To na pewno dobry pomysł? – wątpił Bisek – Nie znamy tych podziemi. Jak trafimy później do wyjścia&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Rozdzielając się zwiększamy nasze szanse na przeżycie. Pojedynczo łatwiej przemknąć się  niezauważonym. Spróbujcie znaleźć inne wyjście, tam na górze mogły zostać jeszcze jakieś zombie. Jeśli musicie, to znaczcie jakoś drogę którą idziecie. Dobra, rozdzielamy się – dobiegliśmy do skrzyżowania. Drogi były akurat cztery. Życie jest naprawdę złośliwe... Ton głosu mężczyzny nie pozostawiał jednak pola dla polemiki.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Ruszyliśmy każdy swoim korytarzem. Grube mury wytłumiły szybko kroki oddalających się przyjaciół. Właściwie to żaden dźwięk nie docierał już do moich uszu. No może z wyjątkiem moich własnych kroków. „Te zombiaki poruszały się tak, że na pewno było by je słychać. Więc nie ma ich chyba w pobliżu” – uspokoiłem się nieco tą myślą. Przynajmniej na tyle na ile pozwalała obecna sytuacja. Zwolniłem nieco kroku, żeby odzyskać oddech i mieć siły na wypadek „W”. Jeszcze raz przemyślałem wydarzenia dzisiejszego dnia i ciągle nie mogłem ich ogarnąć. Wmawianie sobie, że takie coś nie mogło się zdarzyć już nie skutkowało.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Nagle coś stuknęło gdzieś za mną. Zatrzymałem się na moment, ale odgłos się nie powtórzył. Przyspieszyłem więc kroku. Ponownie oblał mnie zimny pot i przeszły dreszcze. Zaczynałem sobie zdawać sprawę, że rozdzielenie się nie było chyba takim najlepszym pomysłem. Ale z drugiej strony tak ciężko było się oprzeć nakazowi tego dziwnego mężczyzny... Kim on do cholery jest? Skąd się wziął? Na myśl o nim po plecach przebiegł mi kolejny dreszcz. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;I kolejne stuknięcie. Jakby trochę bliżej! Boże, co tu się dzieje? Rozdzielenie się było najgorszym pomysłem na jaki można było wpaść. Ciekawe jak mają się Bóbr i Bisek. Mam nadzieję, że radzą sobie lepiej niż ja. Może nawet znaleźli już wyjście z tych piekielnych podziemi. A może mają kłopoty? Ta myśl naprawdę mnie przeraziła. Zatrzymałem się i odwróciłem z zamiarem powrotu do skrzyżowania i poszukania kumpli. „Przyjaciół się nie zostawia – pomyślałem – Gdyby nie ten przeklęty facet. Jeśli na niego trafię to mu chyba wypierdolę...”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Masz teraz okazję – na dźwięk tego znajomego głosu o mało się nie rozpłakałem – Nie masz po co wracać. Twoich przyjaciół już jakby tu nie ma...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Co masz na myśli? – starałem się opanować drżenie głosu. Bezskutecznie. Obróciłem się powoli – O mój Boże!! – tylko cudem nie straciłem przytomności. Moim oczom ukazał się widok co najmniej przerażający i ohydny.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Facet o którym przed chwilą myślałem stał przede mną w całej swojej okazałości. Na twarzy miał swój diabelski uśmieszek, a w oczach wręcz demoniczny błysk. Ale to co było tak naprawdę przerażające to czerwona ciecz, którą miał umazaną prawie całą twarz. Mimo, że usilnie próbowałem o tym nie myśleć, nieodparcie kojarzyła mi się z krwią!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Tak, to jest krew – uśmiechnął się jeszcze bardziej ukazując zęby. Miałem wrażenie, że kły miał jakby spiłowane tak, żeby wyglądały i były ostrzejsze – I wiem o czym myślisz. Wmawiasz sobie, że wampiry nie istnieją. Jeszcze niedawno myślałeś tak o żywych trupach, prawda?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Jesteś pieprzonym świrem – wrzasnąłem, cofając się o krok – Jeśli coś zrobiłeś moim przyjaciołom to nie daruję...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Nie martw się o nich. Nic nie poczuli. Uwolniłem ich od strachu, od cierpień człowieczego ciała i życia...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;„ - &lt;span style="font-size:100%;"&gt;Świr – w myślach modliłem się, żeby przyjaciele jeszcze żyli. „Muszę ich szybko odnaleźć ”. Odwróciłem się gwałtownie i stanąłem jak wryty. Przede mną stał ten sam gość. Obejrzałem się. Za mną już go nie było.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Nie ma sensu uciekać. Zaraz dołączysz do swoich przyjaciół – mężczyzna patrzył mi prosto w oczy. Czułem się jakby mnie coraz bardziej obezwładniał. Przypomniały mi się opowieści o hipnotycznych umiejętnościach psychopatycznych morderców. – Widzę, że ciągle nie dopuszczasz do siebie prawdy. Jesteś bardzo uparty. Tacy sami byli twoi przyjaciele. Ale w sumie mnie jest wszystko jedno... Wierzycie czy nie, smakujecie tak samo...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;W korytarzu zgasły nagle wszystkie pochodnie. W ułamku sekundy zrobiło się tak ciemno, że aż się skuliłem z zaskoczenia. Byłem przerażony. Usłyszałem jakiś szelest. Odwróciłem się i chciałem uciec ale coś potężnie uderzyło mnie w bark i przewróciło. Uderzyłem głową w jakiś kamień i o ile to możliwe ciemność zawirowała mi szaleńczo przed oczami i nabrała czerwonego odcienia. Chciałem się zerwać ale coś przycisnęło mnie do ziemi. Chciałem krzyknąć, ale nie byłem w stanie wydobyć z siebie żadnego dźwięku. Poczułem coś ostrego na szyi...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;C.D.N.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4680565078665285319-7003164150798335651?l=masayski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://masayski.blogspot.com/feeds/7003164150798335651/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4680565078665285319&amp;postID=7003164150798335651&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/7003164150798335651'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/7003164150798335651'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://masayski.blogspot.com/2007/02/czy-to-si-zdarzyo-cz-3.html' title='Czy to się zdarzyło??, część 3'/><author><name>Masay</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08058620445296323093</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_3UWqGFulYuY/SbwDObL3kfI/AAAAAAAAACU/xIoJBWHSHPE/S220/daniel_03.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4680565078665285319.post-5009419747753170850</id><published>2007-02-13T14:56:00.000+01:00</published><updated>2007-02-13T14:59:35.199+01:00</updated><title type='text'>Czy to się zdarzyło??, część 2</title><content type='html'>&lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Przepraszam bardzo – odezwał się Bóbr – Ale dokąd nas pan prowadzi?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Słucham? – mężczyzna odwrócił się. Sprawiał wrażenie jakby się właśnie obudził – Możesz powtórzyć pytanie, zamyśliłem się.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Gdzie nas pan prowadzi?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - To niespodzianka – mężczyzna uśmiechnął się tajemniczo – Niedługo się dowiecie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Ja mam osobiście dosyć – powiedziałem – Nie mam ochoty iść dalej. Zwłaszcza po torach. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Nie ma się czego obawiać. Wzdłuż używanych torów będziemy szli bardzo krótko – przewodnik wzruszył lekko ramionami – Poza tym, nikt cię tu nie trzyma. Możesz wracać do domu. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Chyba tak zrobię...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Proszę powiedzieć, gdzie idziemy – stanowczo powiedział Bisek – Iwona chciała nam coś pokazać. Bardzo jej na tym zależało. Jeśli teraz zdecydujemy, że nie idziemy dalej to będzie niezadowolona.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Mężczyzna popatrzył na nas uważnie. Miałem wrażenie, że zaraz zacznie na nas krzyczeć. Ale po chwili na jego ustach pojawił się lekki uśmiech. „Diabeł. Daję głowę, że wygląda jak diabeł – pomyślałem”.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Dobra chłopaki. Wygraliście. Idziemy na starą, od dawna nie używaną odnogę torów. To już niedaleko. Tam ma na nas czekać Iwona.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Skoro tak, to chodźmy – powiedział Bóbr, a mężczyzna odwrócił się już bez słowa i ruszył dalej przed siebie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Rzeczywiście niezbyt długo szliśmy używanymi torami. Po kilku minutach skręciliśmy na nieużywane trakcje. Odnosiło się wrażenie, że zapomnieli o nich wszyscy oprócz złodziei metalu. Tu i ówdzie brakowało szyn. Na ziemi leżały wyłącznie, wciśnięte w nią, drewniane podkłady. Trawa urosła tu bardzo wysoko. Sięgała miejscami powyżej pasa. Gdyby nie odgłosy miasta i stojące na torach, albo i poza nimi, stare wagony, można by sądzić, że jesteśmy na jakimś zupełnym odludziu.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Zacząłem ulegać dziwnemu nastrojowi jaki panował w tym niesamowitym miejscu. Patrząc po twarzach moich przyjaciół doszedłem do wniosku, że czuli się tak samo. Naprawdę, ciężko było opisać atmosferę jaka tam panowała. Zdawaliśmy sobie sprawę, że miasto było oddalone prawie o przysłowiowy rzut beretem, ale... Ale jednocześnie czuliśmy się jak w zupełnie obcej krainie. Może było w tym trochę takiego postindustrialnego, post apokaliptycznego, ponurego nastroju. Coś jakby z Mad Max’a albo Fallouta... Tylko o wiele bardziej realnego i niepokojącego. Im dalej szliśmy tym bardziej czułem się niespokojny. Wydawało mi się, że zaraz stanie się coś złego. Ktoś albo coś na nas wyskoczy z zasadzki i zabije. Może jakiś zdeformowany wariat... albo jakaś bardziej niewysłowiona groza, jakby to napisał Lovecraft.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Tymczasem tory się kończyły. Wyszliśmy na teren, który, gdybyśmy byli w lesie, nazwałbym polaną. Takie właśnie przyszło mi do głowy pierwsze skojarzenie. Rosło tu samotne drzewo. Nie było zbyt wysokie, ale miało dużo, bardzo pokręconych gałęzi. I mimo, że było na nich pełno zielonych liści, sprawiało przygnębiające wrażenie. Za drzewem stało obok siebie kilka blaszanych ni to baraków ni garaży. Były stare, farba odpadała od nich wielkimi płatami, a jedyne co się ich trzymało to rdza. Wszystkie drzwi były zamknięte na kłódki. Nie, nie wszystkie. Jedne drzwi były lekko uchylone. Mężczyzna wskazał na nie palcem i powiedział, że tam właśnie idziemy. Tam miała na nas czekać Iwona. Ruszyliśmy powoli, bo trawa była tu jeszcze gęstsza. W trawie leżały kupy bezwładnie porozwalanych, starych ubrań. Przyznam, że byłem trochę zaskoczony ich widokiem. Spodziewałem się chyba jedynie jakiś metalowych odpadów. No cóż, życie wszak lubi zaskakiwać.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Pierwszy podszedłem do drzwi i zajrzałem do środka. Nie zauważyłem niczego szczególnego. Właściwie nie zauważyłem niczego, bo w środku było kompletnie ciemno. Spróbowałem otworzyć szerzej drzwi. Poddały się z lekkim oporem starego, zardzewiałego sprzętu i jazgotliwym skrzypieniem, które przyprawiało o ciarki na plecach i zgrzytanie zębów. Trochę słonecznego światła wpadło do pomieszczenia, odkrywając jego tajemnice. W środku było masę pajęczyn i pachniało czymś dziwnym... To był zapach wilgotnej piwnicy. Dziwne. Nie powinno go tu być. To pomieszczenie było blaszane, a już na pewno nie było pod ziemią. Poza tym „garaż” był zupełnie pusty.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - I gdzie jest Iwona? – zapytał Bisek, łypiąc groźnie na naszego przewodnika – Może pan to wyjaśnić? &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Po co nas pan tu sprowadził? – wtórował mu Bóbr – Tu nikogo nie ma.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Poczekajcie – uprzedziłem odpowiedź mężczyzny – W kurzu na podłodze są odciśnięte jakieś ślady.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Rzeczywiście – Bisek spojrzał uważniej do wnętrza pomieszczenia – Patrzcie tam jest jakiś otwór w podłodze.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Najprawdopodobniej tam zeszła Iwona – powiedział mężczyzna – Widocznie nie mogła się nas doczekać.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Iwona! Iwona! – krzyknąłem&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Nie ma po co zdzierać sobie gardła – pokręcił głową przewodnik – Tam pod ziemią nic nie słychać. Zejdźmy na dół. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Zaraz, zaraz – zatrzymał się Bisek – Nie podoba mi się to coraz bardziej. Coś zaczyna mi tu śmierdzieć...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Może to z tych podziemi? – mężczyzna przymrużył oczy&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Niech pan nie próbuje być dowcipny. Ostrożnego Pan Bóg strzeże, prawda? Niech pan tu poczeka, a my zobaczymy, czy Iwona rzeczywiście jest na dole.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Mężczyzna znów przymrużył oczy. Miał nieodgadniony wyraz twarzy. Byłem ciekaw o czym myśli... Roześmiał się.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Oj dzieci, dzieci... Niech wam będzie. Poczekam tu na was i obiecuję, że będę grzeczny...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Dotrzymam panu towarzystwa. Niezbyt mnie kręci łażenie po wilgotnych podziemiach – mrugnąłem niezauważalnie do przyjaciół&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Jak chcesz – na jego ustach pojawił się lekki uśmieszek – Ale nie musisz tak konifidenconalnie mrugać do kumpli.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Popatrzyłem na niego nieco zdziwiony, ale odpowiedział mi tylko ironicznym uśmiechem. Bisek i Bóbr zaczęli powoli schodzić pod ziemię. Odwróciłem się w stronę drzwi i zdałem sobie sprawę, że coś się zmieniło w otoczeniu. W pierwszej chwili nie wiedziałem co. Rozglądałem się uważnie i zmuszałem pozostałe mi przy życiu szare komórki do wzmożonego wysiłku. I w końcu odkryłem o co chodziło. Światło! Zmieniło się światło słońca. Nie było już jasne, takie jakie zalewa świat w środku pięknego, letniego dnia. To światło było dziwne – jakby mocno zżółknięte, w odcieniu bardzo zbliżonym do sepii... Przypominało mi światło podczas częściowego zaćmienia słońca. Ale skąd by miało teraz być zaćmienie? Nic o tym nie mówiono w mediach. A jeśli nie mówiono to znaczy, że go nie ma. Zaryzykowałem i spojrzałem na słońce. Było normalne. Dziwne... Może to coś w powietrzu, albo co... &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Wróciłem do środka. Tajemniczy mężczyzna stał nad zejściem do podziemi. Światło jakoś dziwnie na niego padało. Miałem wrażenie, że twarz mu się wydłużyła, a oczy jakby zapadły. Był to zapewne efekt wywołany cieniami pod oczami. Przyznam, że nie był to przyjemny widok. Poczułem, jak ogarniał mnie jeszcze większy niepokój. Mężczyzna zauważył, że mu się przyglądam i podszedł do mnie. Gdy tylko wyszedł z cienia jego twarz nabrała z powrotem normalnego wyglądu. Uśmiechnął się lekko, ale nic nie powiedział. Wyjrzał na zewnątrz.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Dziwne światło, nie uważasz?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Rzeczywiście. Zastanawiałem się czym to jest spowodowane. To nie jest chyba naturalne?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - A powiedz mi co masz naturalnego w tych czasach? Wszystko to chemia, zanieczyszczenia i tak dalej.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - W sumie to racja – pokiwałem w zamyśleniu głową – Chciałbym mimo wszystko wiedzieć dokładnie, co powoduje to zjawisko...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - No cóż ja ci nie jestem w stanie udzielić odpowiedzi...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;W tym momencie za naszymi plecami rozległy się jakieś hałasy. Ktoś bardzo szybko wychodził z podziemi. Ten ktoś krzyczał. Nie byłem jednak w stanie zrozumieć co, ponieważ mury tłumiły dźwięki, tworząc z nich niezrozumiały bełkot. W końcu usłyszałem dość wyraźnie: „Masay! Masay!”. Podbiegłem do otworu. Po chwili pojawiła się w nim głowa Biska, a zaraz za nim wspinał się Bóbr. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Co się stało?!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Kurwa, znaleźliśmy Iwonę. Leży w jednym z korytarzy. Jest zimna jak trup i chyba nim naprawdę jest – przekrzykiwali się na zmianę&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Co wy pieprzycie? – kręciłem z niedowierzaniem głową – Jak to martwa?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Nie wiem kurwa jak, ale nie czułem pulsu. Krwi też nie było. Miała tylko jakieś dwie małe ranki na szyi – zabrzmiało mi to dziwnie znajomo i jakoś nierealnie. - Dzwoń na pogotowie, może uda się jeszcze coś zrobić.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="margin-left: 0.11cm; text-indent: 0.64cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Od razu chwyciłem za komórkę. Brak zasięgu. Kurwa! Wybiegłem przed garaż. Brak zasięgu. Żesz kurwa pierdolona!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; text-indent: 0.64cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Chłopaki! Nie mam... – spojrzałem przed siebie i zapomniałem języka w gębie. – Chyba sobie kurwa jaja robicie...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Masay, co się dzieje? – podbiegł do mnie Bóbr.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4680565078665285319-5009419747753170850?l=masayski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://masayski.blogspot.com/feeds/5009419747753170850/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4680565078665285319&amp;postID=5009419747753170850&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/5009419747753170850'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/5009419747753170850'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://masayski.blogspot.com/2007/02/czy-to-si-zdarzyo-cz-2.html' title='Czy to się zdarzyło??, część 2'/><author><name>Masay</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08058620445296323093</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_3UWqGFulYuY/SbwDObL3kfI/AAAAAAAAACU/xIoJBWHSHPE/S220/daniel_03.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4680565078665285319.post-2827704429501860156</id><published>2007-02-10T17:56:00.000+01:00</published><updated>2007-02-10T18:01:33.204+01:00</updated><title type='text'>Czy to się zdarzyło??, część 1</title><content type='html'>&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; - Hej! – wyciągnąłem rękę do nadchodzących kumpli&lt;br /&gt;- Cześć Masay – Bóbr wyszczerzył po swojemu zęby na powitanie&lt;br /&gt;- Sam jesteś? – zapytał Bisek&lt;br /&gt;- Póki co tak. W sumie to się trochę dziwię, że jeszcze Iwony nie ma.&lt;br /&gt;- Co się martwisz – uśmiechnął się Bisek – Gdyby tu była, to była by też pierwszą punktualną kobietą.&lt;br /&gt;- HA HA HA!! – roześmialiśmy się głośno z Bobrem – Co racja to racja.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Staliśmy na chodniku naprzeciwko kina Helios. Duże plakaty zapraszały na filmy „King Kong” i „Amityville”. Na parkingu przed kinem stało zaledwie kilka samochodów. Było wczesne popołudnie – kto o tej porze chodzi do kina? Dzień był słoneczny i ciepły. Po niebie płynęły jasne, niewielkie chmurki, pchane lekkim, przyjemnym wiaterkiem. Zbliżał się koniec wakacji. Już niedługo trzeba będzie wrócić na uczelnie i... dalej się obijać. Przynajmniej do sesji. Ale kto by się tym teraz przejmował – mamy jeszcze 2 tygodnie wolnego. A teraz czekaliśmy na znajomą, ucinając sobie miłą pogawędkę.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; - Ech, kończą się wakacje – westchnąłem – Trochę szkoda&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; - Nom – skwitował Bóbr&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; - W sumie, to jeśli nie liczyć praktyk w radiu, to się strasznie obijałem – wspominałem&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; - A łażenie po Bieszczadach, a wypady na bilki, to co? – wyliczał Bisek&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; - No w sumie – pokiwałem głową – To aktywny wypoczynek. Obijanie się to siedzenie przed telewizorem albo granie na kompie. Albo spanie.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; - Ej, nie! Z tym spaniem to już przesadziłeś – roześmiał się Bóbr – I zapomniałeś doliczyć do tego jedzenie.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; - Tak, tak, Bobrze, znamy twoje nastawienie do posiłków – uśmiechnął się Bisek&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; - No, ale nie mówcie, że to nie jest strata czasu i energii, tak siedzieć, unosić tą rękę i opuszczać, ruszać szczęką...&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; - Tak, tak już nam o tym opowiadałeś i łączymy się z tobą w bólu...&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; - Dzięki.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; - To kiedy jedziemy do Pragi – zmieniłem temat&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; - Się jeszcze ustali – odpowiedział Bóbr – Mam jeszcze kilka wyjazdów.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; - A. Coś wspominałeś. Mimo wszystko rozejrzę się i sprawdzę, gdzie się można tanio przekimać i  inne takie.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; - OK.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; - A tak właściwie to wiecie czemu Iwona chciała się z nami zobaczyć? To tak z innej beczki.  &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; - Kto ją tam wie. Mówiła tylko, że chce nam pokazać coś co nam się na pewno spodoba – wzruszył ramionami Bóbr – Wiesz, że lubi być tajemnicza.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; - Rozumiesz magia, okultyzm, spooky guys, te sprawy – przygrabiłem się udając jakiegoś potworka&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; - Jasne, jasne, tylko, że jest tak tajemnicza, że już ma godzinę opóźnienia. – Bisek popatrzył na zegarek.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; - Nie chce mi się trochę tu stać. Może do niej zadzwonimy? Jeśli mam gdzieś tracić czas, to wolę to zrobić przy piwie w knajpie.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; - Dobry pomysł – przytaknął mi Bóbr – To kto dzwoni?&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; - Mogę ja – zaofiarował się Bisek. – „Abonent czasowo niedostępny” - powiedział po chwili.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; - Nosz jej mać – westchnąłem – Co ona znów kombinuje? Zadzwonię do niej do domu.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; - Słucham – odezwał się kobiecy głos w słuchawce&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; - Dzień dobry. Daniel z tej strony. Czy mógłbym rozmawiać z Iwoną?&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; - Niestety nie. Wyszła ponad godzinę temu spotkać się z jakimiś znajomymi. Może coś przekazać jak wróci?&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; - Nie. Dziękuję bardzo. Do widzenia.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; - Nie ma jej. – bardziej stwierdził niż zapytał Bóbr&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; - Ano nie ma. Podobno wyszła z domu, żeby się z kimś spotkać. Domyślam się, że z nami.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; - Przecież mieszka całkiem niedaleko. Nawet jakby się bardzo starać to tak długo się tu  nie idzie.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; - Jej to powiedz.  &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; - Może poszła coś jeszcze wcześniej załatwić i coś ją zatrzymało – snuł domysły Bóbr.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; - Proponuję poczekać jeszcze na nią kwadrans, a jak się nie pojawi to olać całą sprawę i pójść na miasto. Co wy na to?&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; - Może być – przytaknęli Bóbr z Biskiem&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;15 minut już prawie minęło, a Iwony dalej nie było. Mieliśmy się już zbierać, kiedy podszedł do nas jakiś mężczyzna. Był dość wysoki, wyższy nawet od Bobra. Na oko miał około 50 lat. Ciemne włosy miał mocno poprzetykane na skroniach srebrnymi nitkami siwizny. Miał wysokie czoło, które jeszcze bardziej podkreślały duże zakola łysiny. Twarz miał pociągłą, szczupłą i dość mocno pokrytą zmarszczkami. Miał także charakterystyczne brwi. Przywodziły mi na myśl te Jack’a Nicholson’a, a nadające twarzy wyraz czystej złośliwości albo ukrytego zła. Wraz z wąskimi wargami, które układały się w lekki, ledwo dostrzegalny uśmiech, twarz mężczyzny zostawiła w pamięci niezatarty obraz i dozę pewnego rodzaju niepokoju. Ubrany był schludnie w czarne spodnie, czarne buty ze zwężającymi się  noskami i golf tego samego koloru. Jednym słowem tolerował jeden kolor – tak jak i ja – czarny.  &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; - Przepraszam was bardzo, że was zaczepiam – miał niski, zaskakująco ciepły głos. Idealnie pasowałby do wieczornych audycji w radiu – ale czy nie czekacie może na dziewczynę o imieniu Iwona?&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Mogliśmy się spodziewać każdego pytania – o drogę dokądśtam, o papierosy, pieniądze, poglądy polityczne. Nie bylibyśmy zaskoczeni gdyby był Świadkiem Jehowy. Ale jego pytanie było tak zaskakujące, że na chwilę zapomnieliśmy języka w gębie.  &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; - No w sumie tak – pierwszy odezwał się Bisek – A skąd pan wie?&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; - To bardzo proste – uśmiechnął się, a jego twarz nabrała jeszcze bardziej diabelskiego wyrazu – To ona powiedziała mi, że ktoś będzie tu na nią czekał.  &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; - No i?&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; - Jesteście jednymi, którzy od dłuższego czasu stoją w tym miejscu. Iwona poprosiła mnie, żebym was do niej zabrał.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; - A czemu sama nie mogła się pojawić? – zapytałem&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; - Zatrzymały ją pewne... sprawy. Nie mogę wam powiedzieć o co chodzi.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; - Dlaczego?&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; - Bo mnie o to poprosiła. To ma być niespodzianka dla was. Wiecie chyba, jak lubi być tajemnicza.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; - Tak, wiemy. – pokiwaliśmy głową. – No dobrze, to niech nas pan już do niej prowadzi.  &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; - Wspaniale. Chodźcie za mną.  &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;"&gt;Ruszył przed siebie nawet nie oglądając się czy za nim idziemy. Milczeliśmy. Obecność tego mężczyzny w jakiś dziwny sposób onieśmielała nas. Żaden z nas nie miał pomysłu w jaki sposób rozpocząć rozmowę. W sumie nam to nawet nie przeszkadzało, więc nie szukaliśmy tematów na siłę.  &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;"&gt;Początkowo znajomy Iwony prowadził nas głównymi, dobrze nam znanymi ulicami. Obok stadionu żużlowego, kilku supermarketów, dużego pałacu, w którym obecnie mieścił się sąd. Następnie skierował swoje kroki do parku. Odniosłem wrażenie, że nasz przewodnik zwolnił krok. A już na pewno zaczął się bardziej rozglądać. Zastanawiałem się czy to może właśnie tu miał nas doprowadzić. Ale szybko doszedłem do wniosku, że raczej nie. Gdyby to chodziło o to miejsce, nie wysyłałaby nam przewodnika. I rzeczywiście – mężczyzna nie zatrzymując się opuścił park. Szliśmy dalej. Dotarliśmy do przejazdu kolejowego. Ku naszemu zdziwieniu zamiast przejść na drugą stronę, mężczyzna skręcił w lewo i ruszył  wzdłuż torów. Popatrzyliśmy po sobie zaskoczeni i bardzo niepewni.  &lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4680565078665285319-2827704429501860156?l=masayski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://masayski.blogspot.com/feeds/2827704429501860156/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4680565078665285319&amp;postID=2827704429501860156&amp;isPopup=true' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/2827704429501860156'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/2827704429501860156'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://masayski.blogspot.com/2007/02/koszmar-cz-1.html' title='Czy to się zdarzyło??, część 1'/><author><name>Masay</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08058620445296323093</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_3UWqGFulYuY/SbwDObL3kfI/AAAAAAAAACU/xIoJBWHSHPE/S220/daniel_03.jpg'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4680565078665285319.post-7400721983281868634</id><published>2007-02-10T17:37:00.001+01:00</published><updated>2007-02-10T17:46:14.065+01:00</updated><title type='text'>Czas się poprawić (po sesji...)</title><content type='html'>Wczoraj zdałem ostatni egzamin i teraz mam na głowie właściwie tylko pracę licencjacką. Myślę jednak, że póki co nie zajmie mi tyle czasu, żebym nie mógł wrzucać czegoś na bloga  w miarę regularnie. Trzymam za siebie kciuki ;)&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyznam się, że się wczoraj trochę nawet zestresowałem. Egzamin składał się z dwóch części - pisemnej i ustnej (jeśli ktoś dostał 5 z pierwszej części był zwolniony z reszty). Do pisania podszedłem bezstresowo - na zasadzie "większe kolokwium". I dzięki temu pisało mi się spokojnie. W ciągu godziny oddałem zadania (jako pierwszy), będąc przekonanym, że mam dużą szansę na zwolnienie. Bałem się tylko, że tradycyjnie mogłem zrobić trochę głupich błędów, stracić kilka małych punktów i pożegnać się z 5. Czas w oczekiwaniu na wyniki spędziłem ze znajomymi na patio na naszej uczelni. W pewnym momencie zadzwonił do mnie Krzysiu (okazało się, że wyszedł ostatni z sali i część pracy była już poprawiona) i powiedział, że jedna z koleżanek już dostała 5.0! O mnie nic nie powiedział i byłem już prawie pewien, że wyląduję na egzaminie ustnym. I miałem rację :/ Zacząłem się dość wyraźnie denerwować bo pomimo, że się uczyłem to miałem wrażenie, że mam pustkę w głowie i nic już nie pamiętam :( Ale ostatecznie wszystko dobrze się skończyło, egzamin ustny przekształcił się w małą rozmowę po niemiecku i dostałem 5.0. Tak więc mam już spokój :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A przechodząc do meritum sprawy...&lt;br /&gt;Następne opowiadanie to już skończona rzecz i całkiem długa jak mi się wydaje. Napisałem je, jeśli pamięć mnie nie myli na jesieni 2006, więc można powiedzieć, że jest jeszcze dość nowa. Część postaci występujących w tym opowiadaniu jest prawdziwa, a część nie. Jeśli chodzi o wydarzenia to już pozostawiam waszej domyślności ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za niedługo postaram się wrzucić coś bardzo świeżego, muszę tylko przysiąść i skończyć pisać. A póki co, miłego czytania.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4680565078665285319-7400721983281868634?l=masayski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://masayski.blogspot.com/feeds/7400721983281868634/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4680565078665285319&amp;postID=7400721983281868634&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/7400721983281868634'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/7400721983281868634'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://masayski.blogspot.com/2007/02/czas-si-poprawi-po-sesji.html' title='Czas się poprawić (po sesji...)'/><author><name>Masay</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08058620445296323093</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_3UWqGFulYuY/SbwDObL3kfI/AAAAAAAAACU/xIoJBWHSHPE/S220/daniel_03.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4680565078665285319.post-5506041380807242640</id><published>2007-02-05T22:47:00.000+01:00</published><updated>2007-02-05T22:59:49.420+01:00</updated><title type='text'>Nie będzie opowiadania</title><content type='html'>Musicie... tzn. w sumie nic nie musicie, aczkolwiek bardzo bym prosił, o wybaczenie i wyrozumiałość. Nie mam czasu ani chęci poprawić lub napisać kolejne opowiadanko w celu umieszczenia na blogu :/ Dajcie mi jeszcze parę dni. W piątek mam ostatni (mam taką gorącą nadzieję) egzamin - zarazem jest to egzamin końcowy z wszystkich semestrów z niemieckiego. Nie sądzę więc, żeby było łatwo... Później już zacznę pisać - opowiadania na zmianę z pracą licencjacką (której z oczywistych powodów tu nie zamieszczę ;P)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z ciekawszych rzeczy, które zdarzyły się ostatnio to na pewno fakt, że w końcu kupiłem sobie katanę :D Ci, którzy mnie znają wiedzą jakiego mam hopla na punkcie feudalnej Japonii, samurajów, sztuk walki etc.. Tak więc w końcu czuję się jak prawdziwy wojownik (w końcu podczas ćwiczeń czuję ciężar stali a nie lekki bokken ;D). Może jak mi się uda (obsłużyć aparat :D) to zrobię parę fotek i (zakładając, że cokolwiek będzie na nich widać :D) zamieszczę na blogu - a co! Jak się ma czym to czasami trzeba, nie? :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kończę. Do następnego...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4680565078665285319-5506041380807242640?l=masayski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://masayski.blogspot.com/feeds/5506041380807242640/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4680565078665285319&amp;postID=5506041380807242640&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/5506041380807242640'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/5506041380807242640'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://masayski.blogspot.com/2007/02/nie-bdzie-opowiadania.html' title='Nie będzie opowiadania'/><author><name>Masay</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08058620445296323093</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_3UWqGFulYuY/SbwDObL3kfI/AAAAAAAAACU/xIoJBWHSHPE/S220/daniel_03.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4680565078665285319.post-4412887803440835857</id><published>2007-02-01T23:30:00.000+01:00</published><updated>2007-02-01T23:38:33.305+01:00</updated><title type='text'>Pojedynek</title><content type='html'>&lt;p class="western" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="font-size:100%;color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-family:Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: 11pt;"&gt;Był mroźny, zimowy wieczór. Słońce chowające się powoli za dalekimi wzgórzami, rzucało ostatnie promyki światła, oświetlając niewielki, kamienny most. Biały, czysty śnieg skrzył się na wdzięcznych kształtach kamiennych nimf. Na moście, w odległości dobrych 5 metrów od siebie, stały dwie postacie. Jedna z nich była człowiekiem, ubranym w czarny,  jednolity, skórzany strój. Długie, kruczoczarne włosy opadały w nieładzie na dobrze zbudowane ramiona. Oczy mężczyzny zdradzały wielki niepokój, a być może nawet strach. Naprzeciwko człowieka stał elf; wysoki, szczupły, spokojny. Sprawiał wrażenie wspaniałej, kamiennej figury; nieruchomy, dostojny, majestatyczny. Chłodny wiatr rozwiewał jego srebrnobiałe włosy, związane wysoko w koński ogon. Smukła twarz nie wyrażała żadnych emocji. Jedynie szmaragdowe oczy przewiercały przeciwnika na wylot. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt;  &lt;p class="western" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="font-size:100%;color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-family:Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: 11pt;"&gt;" - Jak ja się w to wpakowałem – nerwowo myślał Toskan – Wielki Malhorze, poprowadź moje ostrze."&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="western" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="font-size:100%;color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-family:Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: 11pt;"&gt;Sięgnął lekko drżącą ręką do rękojeści miecza przypiętego u pasa.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;     &lt;p class="western" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="font-size:100%;color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-family:Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: 11pt;"&gt; - Kończmy to - powiedział człowiek unosząc broń na wysokość głowy.&lt;br /&gt;- Jeśli chcesz, to możesz się jeszcze wycofać – elf mówił bardzo cichym głosem – Daję ci ostatnią szansę.&lt;br /&gt;- Nie, nie zrobię tego. Duma wojownika mi na to nie pozwala – Toskan wziął głęboki oddech i zacisnął mocniej ręce na rękojeści – Jam jest Toskan Lathar, znany jako pogromca nieumarłych.&lt;br /&gt;- Jestem Eithel Mituel, z mojej ręki zginął Barkh’ ukh’ ugl, herold samego Księcia Demonów, Bal’ eon’egh’a – elf chwycił miecza wiszący na plecach i wyciągną piękną, mieniącą się srebrem katanę. „A więc to jest Księżycowe Ostrze – przemknęło się Toskanowi przez myśl”. Elf staną w dość wąskiej pozycji, uginając lekko kolana i ustawiające ostrze miecza wzdłuż przedniej nogi.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="western" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="font-size:100%;color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-family:Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: 11pt;"&gt;Obydwaj zamarli w swoich pozycjach, a wraz z nimi całe otoczenie. Miało się wrażenie, że porusza się jedynie znikające za górami słońce.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="western" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="font-size:100%;color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-family:Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: 11pt;"&gt;" - Muszę zaatakować – pomyślał Toskan – Jeszcze chwila i zrobi się ciemno. Nie mogę pozwolić aby Mituel uzyskał kolejną przewagę nade mną."&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="western" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="font-size:100%;color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-family:Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: 11pt;"&gt;Ruszył z impetem, szarżując z wysoko uniesionym mieczem. Elf pochylił się do przodu, wprawiając swoje ciało w piruet. Odległość malała w niesamowitym tempie. Nagle Eithel, w ułamku sekundy, zmienił kierunek wirowania, unikając zręcznie ciosu i jednocześnie uniósł miecz na wysokość korpusu.  Rozległ się dźwięk rozcinanego ubrania i ciała...&lt;br /&gt;Elf wyprostował się powoli za plecami przeciwnika. Toskan zatrzymał się w miejscu. Opuścił miecz.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;    &lt;p class="western" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="font-size:100%;color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-family:Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: 11pt;"&gt; - Wygrałeś - Toskan uśmiechnął się lekko. Z ust popłynęła mu strużka krwi – Skończ to co zacząłeś... Proszę... Zanim upadnę na kolana...&lt;br /&gt;- Niech twój bóg się tobą zaopiekuje Tosaknie Latharze, pogromco nieumarłych – elf uniósł katanę. Błysnęła sebrzyście stal a powietrze jęknęło śpiewnie, rozcinane ostrzem miecza. W ciągu uderzenia serca było po wszystkim...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="western" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="font-size:100%;color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-family:Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: 11pt;"&gt;Na ośnieżony most trysnęła krew, a po chwili ciężko upadło bezgłowe ciało. Eithel oczyścił miecz śniegiem i ruszył w kierunku pobliskiego miasteczka.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4680565078665285319-4412887803440835857?l=masayski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://masayski.blogspot.com/feeds/4412887803440835857/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4680565078665285319&amp;postID=4412887803440835857&amp;isPopup=true' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/4412887803440835857'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/4412887803440835857'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://masayski.blogspot.com/2007/02/pojedynek.html' title='Pojedynek'/><author><name>Masay</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08058620445296323093</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_3UWqGFulYuY/SbwDObL3kfI/AAAAAAAAACU/xIoJBWHSHPE/S220/daniel_03.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4680565078665285319.post-5651685107191381670</id><published>2007-02-01T22:34:00.000+01:00</published><updated>2007-02-01T23:32:30.727+01:00</updated><title type='text'>Jeszcze jeden...</title><content type='html'>Został mi jeszcze jeden egzamin w tej sesji. Z niemieckiego, co nie jest pocieszające, bo to raczej trudne jest... Ale damy radę :) We wtorek pisałem egzamin z Polskiego Systemu Politycznego. To był test. Ale pytania były trudne i właściwie to stawiały podane odpowiedzi w zupełnie innym świetle... Byłem pewien, że go oblałem. Ale postanowiłem się nie przejmować, bo i po co? Musiał kiedyś nastać ten dzień i pierwszy oblany egzamin na studiach. Ale nieeee, jak mawia pewien z kabarecistów. Okazało się, że jednak zdałem - na 3.0, ale liczy się, że do przodu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale tyle o sesji. Następne opowiadanko, jest również bardzo krótkie... i jeszcze starsze niż poprzednie :P Należy do bardzo wczesnych - pochodzi jeszcze chyba z okresu kiedy zaczynałem naukę w liceum. Mogę się oczywiście mylić, bo pamięć bywa zawodna (zwłaszcza moja).&lt;br /&gt;To opowiadanko (może nawet bardziej opowiadaneczko) było zamkniętą całością, ale tak polubiłem Eithela, że powstało później jeszcze kilka form z jego udziałem w roli głównej. Pewnie je także wrzucę za jakiś czas.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kończę, bo nie mogę się skupić na pisaniu - brat ogląda dość głośno "Co z tą Polską".&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4680565078665285319-5651685107191381670?l=masayski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://masayski.blogspot.com/feeds/5651685107191381670/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4680565078665285319&amp;postID=5651685107191381670&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/5651685107191381670'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/5651685107191381670'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://masayski.blogspot.com/2007/02/jeszcze-jeden.html' title='Jeszcze jeden...'/><author><name>Masay</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08058620445296323093</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_3UWqGFulYuY/SbwDObL3kfI/AAAAAAAAACU/xIoJBWHSHPE/S220/daniel_03.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4680565078665285319.post-6264194156282941427</id><published>2007-01-28T00:23:00.000+01:00</published><updated>2007-01-28T00:27:26.362+01:00</updated><title type='text'>Z przygód Azraka</title><content type='html'>&lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="font-size:100%;color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-family:Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: 11pt;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="font-size:100%;color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-family:Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: 11pt;"&gt;Ciemność zgęstniała. Nie było nic widać na odległość paru metrów. Azrak mocniej zacisnął dłoń na drewnianym stylisku potężnego topora. Drewno cicho zaskrzypiało. Drugą ręką przeczesał farbowany na czerwono, pomarańczowo i zielono czub. Splunął na ziemię zieloną flegmą. W mroku dało się wyczuć jakiś ruch. Szybki, ale ledwo słyszalny. Nic więcej się jednak nie stało. Krasnolud potrząsnął głową, a złote pierścienie, które spinały gęstą brodę w liczne warkocze zabrzęczały cicho obijając się o siebie. Azrak zaczął mamrotać pod nosem, tak jak to miał w swoim zwyczaju. Nie dało się rozpoznać, czy to litania do bogów, lista wulgarnych słów, czy po prostu specyficzne okazywanie radości. Zacisnął drugą dłoń na stylisku i lekko przykucnął szykując się do ataku. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="font-size:100%;color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-family:Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: 11pt;"&gt;Nagle coś błyskawicznie wyskoczyło z mroku, pędząc prosto na krasnoluda. Azrak w ułamku sekundy przestał szeptać i wyszczerzył zęby w szalonej parodii uśmiechu. Paskudna blizna po oparzeniu mocnej zdeformowała jego prawy policzek i nadała jego twarzy upiorny wyraz. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="font-size:100%;color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-family:Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: 11pt;"&gt;Krasnolud spiął się jeszcze bardziej i wyczekał do ostatniej chwili. W momencie, kiedy ledwie widoczna szponiasta łapa spadała by zadać mu cios, skoczył do przodu unosząc wysoko topór. Wydał z siebie dziki, bojowy okrzyk. O milimetry minął się z pazurami potwora i sam wyprowadził potężne uderzenie. Jego brązowo – złote oczy zapaliły się jakimś dziwnym, demonicznym blaskiem triumfu. Cios zmierzał prosto w kierunku głowy przeciwnika i bezsprzecznie przerąbałby ją na pół... Gdyby tylko na nią trafił. Ostrze topora napotkało próżnię i przecięło powietrze z głośnym świstem. Przez chwilę na twarzy Zabójcy Trolli zagościło ogromne zdumienie. Siła ciosu ściągnęła krasnoluda na ziemię. Upadł i poturlał się po ziemi. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="font-size:100%;color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-family:Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: 11pt;"&gt;Po chwili uniósł się ciężko na ręce. Z czoła ciekła mu krew. Potrząsnął głową jakby chciał pozbyć się resztek zamroczenia. Podniósł głowę i rozejrzał się dookoła. Topór leżał parę metrów od niego. Panowała cisza i spokój. Nie było widać nikogo. Krasnolud zerwał się dynamicznie i doskoczył do swojej broni. Chciał ją poderwać, ale w tym momencie zmaterializowała się szponiasta łapa przyciskająca ją do ziemi. Azrak wzrokiem pełnym wściekłości spojrzał w górę. Jego oczom ukazało się coś co przypominało kamienne gargulce siedzące na dachach wysokich domów. Nie miało jednak skrzydeł, było większe, a uśmiech pełen niebezpiecznie ostrych zębów i złośliwie spoglądające czarne oczy, sugerowały, jakąś nienaturalną inteligencję. Potwór był z pewnością bardziej niebezpieczny od swoich kamiennych krewnych. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="font-size:100%;color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-family:Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: 11pt;"&gt;Azrak napiął mięśnie, ale nie był wstanie wydrzeć topora spod łapy przeciwnika. Dało się słyszeć cichy, syczący śmiech. Krasnolud przymrużył oczy i błyskawicznym ruchem wyszarpnął z cholewy buta krótki nóż. Wbił go bezceremonialnie w kolano potwora. Rozległ się głośny, pełen bólu krzyk, a nacisk na topór zelżał. Azrak tylko na to czekał. Poderwał obiema rękami broń, obalając przeciwnika na ziemię. Błyskawicznie wyskoczył w górę i uniósł topór. Uderzenie! Ohydny zgrzyt. Wściekły, ociekający od szaleństwa ryk Zabójcy... Topór utkwił wbity w twardą ziemię, ale po przeciwniku nie było ani śladu. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="font-size:100%;color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-family:Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: 11pt;"&gt; - Tchórz!! Walcz ze mną psie, a nie chowaj się w cieniu jak robak! -  krzyczał krasnolud rozglądając się jednak uważnie dookoła.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="font-size:100%;color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-family:Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: 11pt;"&gt;Nagle coś pojawiło się za plecami krasnoluda. Szponiasta łapa szybko i bezszelestnie zmierzała w ich kierunku. Zabójca musiał mieć niesamowicie wyczulone zmysły, bo, choć aż ciężko w to uwierzyć, nie dał się zaskoczyć. Okręcił się wokół własnej osi trzymając w jednej ręce dwuręczny topór. Ostrze zatoczyło szeroki łuk. Pazury potwora rozorały głęboko ramię Zabójcy, ale nie wytrąciły go z równowagi. Rozległ się ogłuszający wizg, a ciepła, czarna krew schlapała wszystko dookoła, nie wyłączając krasnoluda. Na ziemię upadło potworne cielsko rozpłatane na pół. Wiło się jeszcze przez chwilę we własnych wnętrznościach i powiększającej się szybko kałuży śmierdzącej posoki. Azrak podszedł do trupa i wyszarpnął nóż jego z nogi, a następnie ciężkim, podkutym butem stanął na pysku potwora.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="font-size:100%;color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-family:Times New Roman, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: 11pt;"&gt; - To by było na tyle – powiedział i splunął na nieruchome truchło.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4680565078665285319-6264194156282941427?l=masayski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://masayski.blogspot.com/feeds/6264194156282941427/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4680565078665285319&amp;postID=6264194156282941427&amp;isPopup=true' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/6264194156282941427'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/6264194156282941427'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://masayski.blogspot.com/2007/01/azrak.html' title='Z przygód Azraka'/><author><name>Masay</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08058620445296323093</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_3UWqGFulYuY/SbwDObL3kfI/AAAAAAAAACU/xIoJBWHSHPE/S220/daniel_03.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4680565078665285319.post-4687801311815185781</id><published>2007-01-27T23:59:00.000+01:00</published><updated>2007-01-28T00:23:08.672+01:00</updated><title type='text'>Sesja... i wszystko jasne...</title><content type='html'>Nienawidzę sesji. (Możecie powiedzieć, że to nic niesamowitego, bo nie ma chyba nikogo kto by ją lubił). Tu już nawet nie chodzi o trudne egzaminy, masę nauki i tym podobne. Ja się szczególnie w tym roku nie przeuczam, bo mam to po prostu w czterech literach... i o dziwo zdaję bez większych problemów. Pada pytanie - po co się w ogóle uczyć?? Ale nie o tym chciałem...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sesji nie lubię za to, że w czasie jej trwania klasycznie mi się wszystkiego odechciewa. Nawet jeśli się nie uczę i nie przemęczam, to nic nie zmienia. Kompa mi się nie chce włączać!! Porażka totalna... Ponadto robię się strasznie marudny i zgryźliwy (cholernie się za to nie lubię i momentami sam mam się dosyć) i do tego dość nerwowy. Co w połączeniu z nerwowością innych studentów prowadzić może to kłótni i awantur. I tak właśnie (chyba) dwa dni temu pożarłem się z moją bardzo dobrą kumpelą o jakąś błahostkę. Na pewno wszystko wróci do normy, o to się nie martwię, ale po co tracić nerwy??&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Efektem mojego niechcenia jest to, że zaniedbuję trochę swojego bloga. A warto by jednak coś wrzucić, albo chociaż się uzewnętrznić... może akurat ktoś zechce zaglądnąć i coś poczytać, a tu będą tylko same starocie?? Ja bym się zniechęcił. Dlatego zebrałem się w sobie i postanowiłem coś z tym zrobić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Następna rzecz to tak prawdę nie będzie opowiadaniem - jest po prostu za krótka. Nazwałbym to raczej scenką, bądź wprawką literacką. Ale wydaje mi się, że jest znośne i nadaje się do opublikowania... Mam nadzieję, że się nie mylę :P Napisałem to chyba jakiś rok temu... Tak więc jest to dość stara rzecz... Innych niestety na razie nie będę zamieszczał z prostej przyczyny - praca licencjacka jest teraz moim głównym dziełem nad którym pracuję :P Dlatego będę odświeżał póki co raczej starsze rzeczy...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS. Jak zapewne niektórzy się zorientują scenkę oparłem lekko w realiach Warhammera... To tak gwoli informacji dla tych co się nie zorientują :P&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4680565078665285319-4687801311815185781?l=masayski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://masayski.blogspot.com/feeds/4687801311815185781/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4680565078665285319&amp;postID=4687801311815185781&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/4687801311815185781'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/4687801311815185781'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://masayski.blogspot.com/2007/01/sesja-i-wszystko-jasne.html' title='Sesja... i wszystko jasne...'/><author><name>Masay</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08058620445296323093</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_3UWqGFulYuY/SbwDObL3kfI/AAAAAAAAACU/xIoJBWHSHPE/S220/daniel_03.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4680565078665285319.post-8804706996856513530</id><published>2007-01-24T22:32:00.000+01:00</published><updated>2007-01-24T22:39:33.633+01:00</updated><title type='text'>Stary bunkier, czyli..., część 2</title><content type='html'>&lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;Parę godzin później grupka przyjaciół stała ponownie przed bunkrem i rozmawiała z ożywieniem.&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;             &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Gruby, do cholery! - Gościu mówił podniesionym głosem – Po co brałeś ze sobą psa?&lt;br /&gt;- A co, nie wolno mi – zaczepnie odpowiedział – Mój pies i robię z nim co chcę!&lt;br /&gt;- Prosiłem cię, żebyś czasem myślał. Może jeszcze zabierzesz go na dół?&lt;br /&gt;- Dajcie spokój – Małpa starał się załagodzić spór – Mama nie wypuszcza go wieczorem bez psa. To tak dla bezpieczeństwa.&lt;br /&gt;- Bezpieczeństwa – Gościu zaczął się śmiać – Ten karzełek miałby kogokolwiek obronić? Buahahaha!&lt;br /&gt;- Coś ty powiedział – warknął Gruby – Jackie jak mu każę to potrafi każdemu przegryźć gardło!&lt;br /&gt;- Buahahaha – Gościu usiadł na ławce, bo nie był w stanie dłużej stać&lt;br /&gt;- Spokój, bo dam każdemu w mordę – Małpa zaczął tracić cierpliwość&lt;br /&gt;- Tylko spróbuj – Gruby przeniósł swój gniew na drugiego kolegę&lt;br /&gt;- Oni tak zawsze – westchnął do siebie Czarny – Zawsze muszą się kłócić.&lt;br /&gt;- Kto się czubi ten się lubi – szepnął Lesio&lt;br /&gt;- Tylko dlaczego ja muszę to znosić – pokręcił głową&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;W końcu jednak zapanował względny spokój. I w tym samym momencie, Jackie, do tej pory spokojnie obwąchujący otoczenie zaczął ujadać jak wściekły. Jednak tym co uciszyło kompletnie grupę był fakt, że pies stał przed wejściem do bunkru.&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;         &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Zamknij się cholero! - krzyknął Gruby, ale zwierzak go nie posłuchał – O co mu chodzi?&lt;br /&gt;- Nie wiem – odpowiedział Gościu – Ale powiem ci w sekrecie, że psy mają taką naturę, że szczekają&lt;br /&gt;- No co ty? - powiedział z przekąsem&lt;br /&gt;- Nie. "Coty" nie szczekają.&lt;br /&gt;- Ja, ci zaraz...&lt;br /&gt;- Chłopaki! Temu psu coś ewidentnie nie podoba się w tym bunkrze.&lt;br /&gt;- Może czuje ducha? - zasugerował El – Gdzieś czytałem, że psy potrafią je wyczuć.&lt;br /&gt;- Dajcie spokój z tymi duchami – jęknął Gruby – Jackie spokój! O widzicie, już nie...&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;W tym momencie z bunkra dobiegł potworny dźwięk. Jazgot przypominający jęk tysiąca potępionych dusz, otwierających zardzewiałe bramy do czeluści piekielnych.&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;         &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Co to było! - wrzasnął Lesio&lt;br /&gt;- Nie wiem! Może coś się wali – zastanawiał się Gruby&lt;br /&gt;- W takim razie ja tam nie schodzę – pokręcił głową El&lt;br /&gt;- A może to jednak ci hitlerowcy – Lesio pobladł jak ściana na szkolnym korytarzu&lt;br /&gt;- Na pewno nie duch – uparcie trwał przy swoim Gruby&lt;br /&gt;- Skąd wiesz?&lt;br /&gt;- Bo duchów nie ma. Zaraz tam zejdę i wam udowodnię, cykory i maminsynki...&lt;br /&gt;- Owawahu! - dźwięk, który dobiegł nagle z bunkra zmroził wszystkich&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;El, Lesio i Czarny wykonali w tył zwrot i bijąc wszelkie rekordy w sprincie zniknęli z podwórka.&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;    &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Co to za jęk? - Małpa rozglądał się dookoła nerwowo&lt;br /&gt;- Skąd mam wiedzieć – Gruby też był zdenerwowany, choć w życiu by się do tego nie przyznał – Daj latarkę...&lt;br /&gt;- Słuchajcie – syknął Gościu&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;Z bunkra dochodziło szuranie, jakby ktoś lub coś powoli człapało i bardzo niewyraźnie mamrotało.&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;     &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - To chyba po niemiecku – Małpa był bliski omdlenia – El miał rację. To duch szwaba!&lt;br /&gt;- Ja stąd spadam, goście – odwrócił się – Nie ciekawi mnie co się dalej stanie.&lt;br /&gt;- Ja też wysiadam – Małpa ruszył biegiem za kolegą&lt;br /&gt;- Cykory! Duchów nie ma! - głos Grubego był nieco wyższy niż zwykle. Podszedł do bunkra i zapalił latarkę.&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;Skierował strumień światła na wylot korytarza. Z mroku wyłoniła się straszliwie chuda i biała twarz. Miała gorejące czerwienią oczy i bezzębne usta. Gruby nie czekał dłużej. Chwycił Jackiego pod pachę i uciekł z wrzaskiem w kierunku bezpiecznego domu.&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;Po chwili duch pojękując i posapując wyszedł z bunkra. Ruszył na nocne łowy lekko chwiejnym krokiem.&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;Ale tego nasi dzielni badacze nie mogli już zobaczyć.&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="center"&gt;KONIEC&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="center"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Na podstawie autentycznej historii...&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4680565078665285319-8804706996856513530?l=masayski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://masayski.blogspot.com/feeds/8804706996856513530/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4680565078665285319&amp;postID=8804706996856513530&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/8804706996856513530'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/8804706996856513530'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://masayski.blogspot.com/2007/01/stary-bunkier-czyli-cz-2.html' title='Stary bunkier, czyli..., część 2'/><author><name>Masay</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08058620445296323093</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_3UWqGFulYuY/SbwDObL3kfI/AAAAAAAAACU/xIoJBWHSHPE/S220/daniel_03.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4680565078665285319.post-191792279053258033</id><published>2007-01-23T20:47:00.000+01:00</published><updated>2007-01-23T20:54:15.115+01:00</updated><title type='text'>Stary bunkier, czyli..., część 1</title><content type='html'>&lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;To był zwykły bunkier. Znajdował się na jeszcze zwyklejszym podwórku. Trzeba przyznać, że w niczym nie przypominał ogromnych poniemieckich schronów, o których się słucha na lekcjach historii, ale bunkier to zawsze bunkier. Bez dwóch zdań. Ten podwórkowy, był raczej niepozorny, ot niewysoka, sześcienna, betonowa budka z daszkiem i metalowymi kratami w miejscu niewielkich, kwadratowych wejść. Jednej z tych krat nie było. Otwór prowadził do ciemnego, pionowego szybu...&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;Tuż obok stała grupka chłopaków: Czarny, Małpa, Gościu, El, Gruby i Lesio. Nawiasem mówiąc ekipa dość popularna na osiedlu, a już na pewno słynna ze swojej niemalże ułańskiej fantazji. Wszyscy mieli po 11 lat... Rozmawiali konspiracyjnym szeptem, rozglądając się uważnie przez cały czas.  &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - To co, wchodzimy? - Małpa zajrzał wgłąb mrocznego szybu.  &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Ja bym nie wchodził – Lesio pokręcił głową – To wejście jest stare, może się coś rozwalić i po nas.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Gadasz bzdury – Gościu wsunął głowę w otwór – Czego ty chcesz? Metalowe szczeble wmurowane w beton, nie ma się co rozwalić. Powiedz, że po prostu obleciał cię cykor.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Mnie? – twarz Lesia przybrała lekko czerwony kolor, a oczy wyrażały chęć przywalenia komuś prosto w nos&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - A do tego nie jest wysoko – Małpa poświecił latarką – Najwyżej 3 metry. Lajcik.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Lajcik? Jaki lajcik?! Porąbało cię? - zacietrzewił się Lesio&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - "Coty" to chodzą i się parzą – skwitował w swoim stylu Małpa – Nie ma co stękać. Złazimy, zanim nas ktoś tu przydybie.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Zaraz – El zatrzymał kolegę – Ktoś z nas musi tu zostać na górze. Tak na wszelki wypadek.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - W sumie racja. Proponuję, żeby został Gruby.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Czemu ja? - przymrużył lekko oczy&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Bo nie wiem czy się zmieścisz do otworu – Ouuuuu! - Gościu wylądował na ziemi trzymając się za żołądek i cicho pojękując&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Ja cię zaraz „nie zmieszczę”! - wrzasnął Gruby&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Cicho, matoły! - syknął Czarny – Bo się nam tu zaraz zwali na głowę Straż Podwórkowa z Koła Emerytek i tyle będzie z bunkra&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Dobra, sorki – mruknął Gruby&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Zostaniesz z Lesiem...&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Teraz ty zaczynasz!&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Zamknij się w końcu! Później zejdziecie wy.  &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - No dobra, idźcie już – Gruby rozejrzał się uważnie po podwórku. - Teren czysty. Złaźcie.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;Najpierw w otworze zniknął Małpa, trzymając latarkę w zębach. Za nim weszła pozostała trójka. Szyb prowadził pionowo do bardzo wąskiego i niskiego korytarza. Było ciemno i wilgotno. Na podłodze leżało mnóstwo tektury i innych śmieci. Musieli schylić głowy, żeby móc iść dalej.  &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Klaustrofobicznie – powiedział El, uwielbiający trudne słowa.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Ciekawe skąd się wzięła tektura na podłodze – Małpa podrapał się po nosie&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Pewnie ludzie powrzucali – wzruszył ramionami Gościu – Taki dziki śmietnik, rozumiesz gościu?&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;(Trzeba by nadmienić, że żadnego z nich nie tknęło to, że tektura leżała równomiernie ułożona na ziemi...)&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Nie dotykajcie ścian – ostrzegł Małpa, a pozostali oderwali od nich dłonie – Patrzcie. Kable są na wierzchu.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Rzeczywiście – przytaknął El – Nie wiadomo czy jest tu prąd. Wszędzie jest mokro i lepiej, żeby nas nie wykopało na zewnątrz.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;Posuwali się powoli. Podłoga była bardzo nierówna, a nikt nie chciał na nią upaść. Uczucie, że ściany są coraz bliżej narastało. Po kilku metrach korytarz zakręcał w lewo i kończył metalowymi drzwiami. Były lekko uchylone.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Ani drgnął – sapnął Małpa wycierając ręce w jasną koszulkę – Spróbuję zobaczyć co jest za nimi...&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - No i co? Mów.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Niewiele widać... To jakiś pokój... Stare łóżko, jakiś stół... Coś na nim leży... Nie widzę dokładnie... O, matko, to ludzka ręka!&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Ja chcę stąd wyjść – El dokonał strategicznego odwrotu&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Co ty opowiadasz gościu – Gościu nie dawał wiary.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - To masz popatrz, ja stąd wychodzę. Nie chcę, żeby i moja ręka się tam znalazła.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;Zaczęło się przeciskanie w wąskim korytarzyku. Nikt już nie pamiętał o przewodach. Czarny i Gościu z lękiem musieli przyznać Małpie rację – na stole leżała ludzka ręka! Czym prędzej wrócili na powierzchnię.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - El mówił coś o ludzkiej ręce – Gruby wydawał się zafascynowany – Jest tam naprawdę?&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Idź i sam zobacz&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Chodź Lesiu, złazimy...&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Czy ja wiem... - chłopak miał jakąś niewyraźną minę&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Nie marudź tylko złaź...&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;Po kilkunastu minutach byli z powrotem. Na twarzy Grubego rysowało się rozczarowanie.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Co wy sobie ze mnie wała robicie? Chce któryś w nos?&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - O co ci chodzi? – zdziwił się Małpa&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Nie było tam żadnej ręki. Na stole nic nie leżało!&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Nie możliwe! Przecież widzieliśmy...&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Musiało się wam przywidzieć kurze móżdżki – prychnął Gruby&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - A może tam są duchy... - słowa Ela sprawiły, że całe towarzystwo zamilkło wpatrując się w niego jakby sam był upiorem&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Kurczę, El, jak ty coś wymyślisz... Ha ha. Skąd by się tam miały wziąć duchy?&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - To nie jest takie śmieszne. Moja babcia opowiadała, że te bunkry są połączone z piwnicami w blokach i kiedyś zabito w nich hitlerowców...&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Dlaczego akurat tutaj? - zdziwił się Czarny&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - No bo jacyś się tu wdarli, a nasi, to znaczy Polacy się tu bronili.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Ty, to może rzeczywiście ten bunkier jest nawiedzany przez polskie i niemieckie duchy, które ciągle ze sobą walczą i nie mogą zaznać spokoju – Gościu ekscytował się coraz bardziej – I ta ręka na stole to też była ducha, bo na przykład odstrzelili mu ją?&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Jak to odstrzelili? - zdziwił się Gruby – Duchowi?&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Jakiemu duchowi? Za życia ją stracił!Myśl trochę, grubasie... Ouuuu!!&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Uważaj co mówisz – warknął Gruby&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Ja tam w historie o duchach nie wierzę – Czarny sceptycznie pokręcił głową&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Ty się śmiej, ale takie rzeczy zdarzają się naprawdę. Nie miałeś wrażenia, że jak byliśmy na dole to ktoś nas cały czas obserwował?  &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - W sumie może coś jest w tym co mówisz – Czarny zastanowił się&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - El ma rację – gorliwie przytaknął Lesio – Czułem się dziwnie nieswojo na dole.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Ja też – przyznał Małpa&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - No co wy? - zaśmiał się Gruby – Chcecie nas wkręcić? Ale nie uda wam się.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Wyobraź sobie, że jak byłeś na dole to wpatrywały się w ciebie niewidzialne, martwe oczy hitlerowców, którzy nienawidzili Polaków – poważnym tonem powiedział Gościu&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Daj już spokój – mruknął Gruby – To na mnie nie działa. Nie wierzę w duchy.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Jak chcesz – Gościu wzruszył ramionami&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Wiecie co mam pomysł – oczy Małpy błyszczały – Proponuję, żebyśmy zeszli do bunkru jeszcze raz i poszukali jakiś śladów walk, duchów albo czegoś jeszcze innego.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Dobra, ale trzeba przynieść jakiś pręt, żeby otworzyć drzwi do pkoju.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Nie mówicie poważnie? – Lesio zrobił zdziwione oczy&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Mówimy – odpowiedzieli mu razem&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt; - Ten pręt się załatwi – skinął głową Gościu – To do zobaczenia wieczorem...&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4680565078665285319-191792279053258033?l=masayski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://masayski.blogspot.com/feeds/191792279053258033/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4680565078665285319&amp;postID=191792279053258033&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/191792279053258033'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/191792279053258033'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://masayski.blogspot.com/2007/01/stary-bunkier-czyli.html' title='Stary bunkier, czyli..., część 1'/><author><name>Masay</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08058620445296323093</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_3UWqGFulYuY/SbwDObL3kfI/AAAAAAAAACU/xIoJBWHSHPE/S220/daniel_03.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4680565078665285319.post-8232688026528293155</id><published>2007-01-23T20:05:00.000+01:00</published><updated>2007-01-23T20:34:31.124+01:00</updated><title type='text'>Wygrzebane z dna szuflady...</title><content type='html'>Sesja. To tylko jedno słowo a każdy doskonale rozumie o co chodzi - brak czasu, masa nauki, walka z lenistwem itd.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tym tygodniu nastał właśnie dla mnie czas egzaminów - chwila prawdy na dobrą sprawę, bo to przedostatnia na tych studiach... Później to już właściwie tylko obrona będzie się liczyć "/ Muszę coś wykombinować, żeby po tym roku akademickim dalej być studentem, bo nie ma chyba lepszego okresu w życiu człowieka... Ale, ale nie papadajmy w nostalgię i melancholię - nie ma na to czasu z wyżej wymienionych powodów. Te wyżej wymienione powodu sprawią również, że nie wiem jak często będę wrzucał coś na bloga... Ale mam nadzieję, że tak przynajmniej co drugi, trzeci dzień coś się uda.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnio poszukując kartek przewaliłem moją magiczną szufladę przy biurku, gdzie można znaleźć masę ciekawych rzeczy. Jakieś przykłady? Proszę bardzo: klucze imbusowe, zabawki z mojego dzieciństwa (pamiętają jeszcze koniec PRLu), obrazki z gumy "Turbo" i "Kaczor Donald", książkę "Inicjacja seksualna" (rok wydania 1980, jeśli dobrze pamiętam) świeczki zapachowe, albumy ze starymi zdjęciami, paczkę prezerwatyw, piłeczki do ping - ponga, stare podziały zajęć i wiele, wiele innych równie sentymentalnych rzeczy. Ale do czego zmierzam. W tej szufladzie jest też sporo różnych papierów i zeszytów. W jednym z nich znalazłem opowiadanie, które napisałem jakieś dwa, trzy lata temu. Całkiem mi się podoba (ciągle) więc postanowiłem je wrzucić na bloga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciekawostka - opowiadanie oparte jest na historii prawdziwej, która zdarzyła się dawno temu...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4680565078665285319-8232688026528293155?l=masayski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://masayski.blogspot.com/feeds/8232688026528293155/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4680565078665285319&amp;postID=8232688026528293155&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/8232688026528293155'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/8232688026528293155'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://masayski.blogspot.com/2007/01/wygrzebane-z-dna-szuflady.html' title='Wygrzebane z dna szuflady...'/><author><name>Masay</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08058620445296323093</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_3UWqGFulYuY/SbwDObL3kfI/AAAAAAAAACU/xIoJBWHSHPE/S220/daniel_03.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4680565078665285319.post-1161822344188258085</id><published>2007-01-21T23:38:00.000+01:00</published><updated>2007-01-21T23:47:00.117+01:00</updated><title type='text'>Zemsta, część 3</title><content type='html'>&lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Z auta wyskoczył kierowca, ale zanim zdążył cokolwiek zrobić lub powiedzieć Harry wpakował mu dwie kule prosto w głowę. Siła strzału wygięła go w nienaturalny sposób i rzuciła na maskę. Ciało zsunęło się powoli na drogę zostawiając na lakierze ślad podobny do tego jaki zostawia za sobą ślimak. Tylnymi drzwiami wyskoczyła kobieta ubrana w modnie skrojony garnitur. Przelotnie spojrzała na Harry’ego i rzuciła się do ucieczki. Rozległ się huk wystrzału i okrzyk pełen bólu. Kobieta upadła na ziemię. Zaciskając zęby starała się odczołgać jak najdalej od samochodu. Krwawa plama wokół lewego kolana szybko się powiększała. „Zadziwiająco silna chęć przeżycia” – przebiegło Harry’emu przez myśl. Podszedł do otwartych drzwi auta i zajrzał do środka. Ochroniarz był nieprzytomny. Pułapka okazała się skuteczna. Harry upewnił się, że mężczyzna pozostanie nieszkodliwy strzałem w głowę. Wyprostował się. Na jego twarzy gościł teraz błogi wyraz rozmarzenia. Podszedł powoli do kobiety. Nie była już w stanie uciekać. Leżała nieruchomo na ziemi, głośno szlochając.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;           &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Nie płacz, Susan – w każdej innej sytuacji głos Harry’ego można by uznać za miły i kojący – To tylko ja. Długo czekałem na ten dzień.&lt;br /&gt;- Kim jesteś? – kobieta obróciła się tak, żeby dobrze widzieć napastnika – Czego ode mnie chcesz?&lt;br /&gt;- Nic się nie zmieniłaś. Ciągle jesteś tak niesamowicie piękna... – Harry jakby jej nie słyszał&lt;br /&gt;- Ty... – oczy Susan rozszerzyły się z przerażenia – Pamiętam cię. To ty mnie nachodziłeś, napastowałeś, chciałeś, żebym się z tobą spotykała! Czego teraz chcesz?!&lt;br /&gt;- Moja kochana Susan. Chcę, żebyśmy byli znów razem...&lt;br /&gt;- Jesteś świrem! Mówiłam ci, żebyś dał mi spokój! Nie chcę cię znać...&lt;br /&gt;- Ranisz mnie, Susan... Przecież było nam tak dobrze. Przecież podobały ci się kwiaty, prezenty, które ci dawałem. Nie pamiętasz już wspólnych spacerów, wieczorów przy świecach?&lt;br /&gt;- O czym ty, kurwa bredzisz?! Nie spotkaliśmy się nigdy ani razu. Oszalałeś?! Wszystko sobie wymyśliłeś! Jesteś chory!&lt;br /&gt;- Oj, nieładnie, nieładnie. Czemu chcesz mnie zranić, Kochanie? – Harry kucnął i pochylił się nad twarzą Susan – Czemu chcesz wyrzucić z pamięci tamte wspomnienia? Czemu jesteś taka niemiła? Przeproś mnie a wszystko ci zapomnę. Będziemy mogli zacząć od początku.&lt;br /&gt;- Jesteś świrem! – Susan rozpłakała się jeszcze bardziej – Proszę cię, puść mnie wolno. Daj mi spokój! Czego ty ode mnie chcesz?&lt;br /&gt;- Nie słuchasz mnie, Susan – Harry pokręcił głową i westchnął ciężko – Chcę, żebyśmy byli już razem na zawsze. Wybaczę ci to, że mnie zostawiłaś. Każdy z nas przecież błądzi. Ale miłość wszystko wybacza, prawda?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Susan pokiwała głową, ale nic nie powiedziała. Zamknęła oczy. Łzy rozmyły zupełnie jej makijaż i teraz piękna twarz przypominała raczej groteskową maskę. Harry wyciągnął z kieszeni chusteczkę i delikatnie starł tusz z jej policzków. Mruczał pod nosem jakąś bliżej niezrozumiałą melodyjkę. Dziewczyna nie opierała się. Po chwili odważyła się otworzyć oczy i popatrzyła na niego.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-left: 0.11cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt;        &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Proszę, puść mnie wolno.&lt;br /&gt;- Ależ, Kochanie, ja cię przecież nie trzymam. Możesz odejść kiedy chcesz.&lt;br /&gt;- Naprawdę? – w jej głosie zabrzmiała nadzieja&lt;br /&gt;- Oczywiście – uśmiechnął się do niej – Odejdziemy stąd razem.&lt;br /&gt;- Razem? - oczy Susan znów się zaszkliły i ledwo powstrzymała się od płaczu. Zdała sobie sprawę, że to mógł być jej jedyny ratunek, ale nie mogła się z tym pogodzić.&lt;br /&gt;- Tak. Bo widzisz, nie zniósłbym myśli, że znów cię mogę stracić. Już podjąłem decyzję, że będziemy razem. Czekałem na tą chwilę 3 lata i nie chcę już dłużej czekać.&lt;br /&gt;- Ale... – Harry przerwał jej zasłaniając usta dłonią&lt;br /&gt;- Ciii... Wiem, że w głębi duszy też tego chcesz. Pójdziemy tam gdzie nikt nam nie będzie przeszkadzał. Tam gdzie będziemy tylko my.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Przewrócił ją na brzuch. Susan zaczęła wić się jak wąż, próbując za wszelką cenę uciec.  Klęknął kolanem na plecach. Krzyknęła tak jak potrafiła najgłośniej, łudząc się, że może ktoś ją usłyszy i przyjdzie z pomocą. Harry wolną ręką zakrył jej usta. Pocałował we włosy i powolnym ruchem przyłożył jej pistolet do głowy. Susan zaczęła ze zdwojoną siłą walczyć o życie, ale była bezsilna. Zacisnęła powieki, modląc się żarliwie w duchu o ocalenie. Harry też zamknął oczy i uśmiechnął się lekko. Pociągnął za spust. Huk. Ciałem Susan targnął agonalny skurcz. Potem ciało zwiotczało. Zapach prochu i krwi drażnił nos Harry’ego. Ciepła posoka spływała mu po twarzy. Panował dziwny, nienaturalny spokój. Cisza...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;„&lt;span lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Zaraz do ciebie przyjdę, Kochanie”.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Drugi i ostatni już strzał. Ciało osunęło się na drogę. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Cisza. Dziwna i nienaturalna...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="text-indent: 0.74cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="text-indent: 0.74cm; margin-bottom: 0cm;" align="center" lang="pl-PL"&gt; &lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;KONIEC&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4680565078665285319-1161822344188258085?l=masayski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://masayski.blogspot.com/feeds/1161822344188258085/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4680565078665285319&amp;postID=1161822344188258085&amp;isPopup=true' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/1161822344188258085'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/1161822344188258085'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://masayski.blogspot.com/2007/01/zemsta-cz-3.html' title='Zemsta, część 3'/><author><name>Masay</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08058620445296323093</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_3UWqGFulYuY/SbwDObL3kfI/AAAAAAAAACU/xIoJBWHSHPE/S220/daniel_03.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4680565078665285319.post-2663663829908972717</id><published>2007-01-20T20:31:00.001+01:00</published><updated>2007-01-20T21:04:56.251+01:00</updated><title type='text'>Ciężki powrót do normalności</title><content type='html'>Jest sobota. Co oznacza, że mam zaległości w blogu. Ale czuję się usprawiedliwiony bo ostatnia noc z Niemcami była naprawdę dłuuga i intensywna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W czwartek rano znów mieliśmy jakieś zajęcia  na uczelni , tym razem jednak z całą premedytacją (ja i Siwy) nie poszliśmy na nie. Następnym punktem programu była wizyta w Ratuszu. I tu już się pojawiliśmy - w końcu darmowej wyżerki się nie przepuszcza. Samo spotkanie było nudne jak flaki z olejem i  gdybyśmy z Siwym nie zrobili (dyskretnie) zozola (taka głupia, studencka zabawa - dzięki za nią Przemyślanom z Polańczyka)  to pewnikiem bym zasnął. W nagrodę za wytrwałość dostaliśmy upominki - kalendarze ścienne, breloczki, smycze i inne takie. Wychodząc nakradliśmy z Siwym czekoladek (kiedy okazało się, że można je zabrać bezkarnie koledze puściły hamulce i zabrał chyba wszystkie jakie jeszcze zostały). Ku mojej niekłamanej radości, okazało się, że tym razem Niemcy podjęli się zorganizowania wieczornej imprezy. Czyli mieliśmy wolny czas. Uciekłem szybko do domu, żeby przypadkiem się nagle okazało, że jestem do czegoś potrzebny. Nie pamiętam co robiłem do wieczora. Znając siebie - albo spałem, albo siedziałem na necie.&lt;br /&gt;O 20.00 (oczywiście ze zwyczajowym kilkudziesięcio-minutowym poślizgiem) zaczęła się impreza w "Cafe Mrok" (zabawna sprawa - Niemcy myśleli, że nazwę wymawia się tak: em rok. Nie wiem skąd im się to wzięło??). Ludzie schodzili się powoli i na początku było dość drętwo, zupełnie jakbyśmy widzieli się pierwszy raz. Ale nauczony doświadczeniem wiedziałem, że wkrótce alkohol to zmieni. Nie myliłem się. Ale zanim się to stało, zdążyłem jeszcze zostać zatrudniony w ścieraniu piwa z podłogi (dziewczyna wylała prawie całą butelkę!! W sumie trochę się zastanawiam dlaczego akurat ja to robiłem... Byłoby fajnie jakby Niemcy sprzątali po sobie). Mniejsza z tym. Ważne jest to, że zabawa rozwijała się pomyślnie. Byłem zaskoczony, że po tygodniu rozmów mam ciągle o czym z nimi gadać (co więcej tematy się nie powtarzały). Do najbardziej zaskakujących topiców tego wieczoru należały - nielegalne oprogramowanie komputerowe, dywagacje na temat hasła HWDP (muszę właśnie wysłać do Niemiec maila, żeby przypomnieli mi jaki jest odpowiednik w ich języku) czy wysłuchiwanie historii o problemach miłosnych. Joel, największy z "naszych" gości, wypił dość sporo, łaził cały czas po knajpie i szukał lasek... Było z tym sporo śmiechu :D&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Koło północy (przynajmniej tak twierdzi Siwy) przenieśliśmy się do "Czarnego Kota" na dyskotekę. Kilka osób podejrzewało mnie, że jestem już bardzo pijany bo nie miałem oporów z pójściem na tego typu imprezę... W każdym bądź razie wszyscy się tam znaleźliśmy. Bardzo szybko pojawił się pewien problem. Miły (a jakże), kwadratowy pan przy wejściu kazał Joelowi wyjść z pubu i się przewietrzyć. Podobno był już tak pijany, że poprzewracał wszystkie świeczniki. Nie wiem, ja widziałem z dziesięć, które stały nieporuszone przez cały czas... Ale być może "wszystkie" to pojęcie względne... :] Chciałem wyjść z Joelem i go przypilnować, ale kazał mi wracać i się bawić. Po jakiejś pół godzinie, kiedy ciągle nie było go z powrotem, wyszedłem go poszukać, ale nie było go nigdzie w pobliżu. Czy mnie to zaniepokoiło? Pewnie tak, ale wróciłem do środka. Niedługo po tym, reszta grupy z Bielefeldu także zaczęła się martwić o niego i jakoś tak to wyszło, że zaofiarowałem się go poszukać. Razem ze mną poszedł Philipp, tzw. Trinkkumpel Joela. Postanowiliśmy najpierw pójść do hotelu. Na miejscu okazało się, że Joel do niego nie wrócił :/ Kiedy staliśmy w hallu i zastanawialiśmy się co robić, Krzysiu zadzwonił do mnie i ku mej radości okazało się, że "nasza zguba" już się odnalazła - łaził podobno gdzieś w parku niedaleko "Kota" (sic!). Wróciliśmy spokojnie do pubu i spędziłem tam już spokojnie resztę nocy... Co jakiś czas żegnałem się jednak z Niemcami, którzy twierdzili, że są strasznie zmęczeni i wracali już do hotelu. No cóż... Ich zdolności do imprezowania nie były dobre - nawet na tej ostatniej (choć trzeba przyznać, że wytrzymali dłużej niż w poprzednich dniach) też dali dupy. Rozmawiałem później o tym z Dominikiem (ma korzenie polskie i świetnie mówi w naszym języku) i w zupełności się ze mną zgadzał. Jednomyślnie twierdziliśmy, że w poprzednich latach ekipy były lepsze. Utkwiła mi szczególnie w pamięci jego wypowiedź: "Po co przyjechaliśmy do Rzeszowa? Spać? Wyśpimy się jak wrócimy do domu. Teraz trzeba korzystać z każdej chwili na zabawę. Wkurza mnie to jak popołudniami śpią, wcześniej wracają z imprez i w ogóle... ". Święta prawda, Dominiku. Ale i tak się dobrze bawiłem :]&lt;br /&gt;Z knajpy wyszliśmy gdzieś przed 5.00 (w sumie tylko osiem osób zostało do samego końca) i poszliśmy na dworzec zjeść zapiekanki. Później Siwy odprowadził ekipę do hotelu, a mnie Krzysiu odwiózł do domu (dzięki ci za to wielkie :D). Spałem jak zabity i nawet nie udało mi się wstać, żeby pójść i pożegnać się z ekipą:/ Mae Culpa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piątek był już zwyczajnym, monotonnym dniem (podobnie jak dziś sobota). Nie działo się nic ciekawego, co chwilę mi się przysypiało... Prawdę powiedziawszy to ciągle jeszcze jestem zmęczony i potrwa to pewnie jeszcze przez parę dni. Właśnie to miałem na myśli pisząc "ciężki powrót do normalności".&lt;br /&gt;Co więcej mogę powiedzieć? Jeszcze wczoraj cieszyłem się, że Niemcy wracają do domu, bo to oznaczało chwilę spokoju i odpoczynek... Dziś...już mi ich brakuje :/ Takie życie, jak mawiają...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozdrówki&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4680565078665285319-2663663829908972717?l=masayski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://masayski.blogspot.com/feeds/2663663829908972717/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4680565078665285319&amp;postID=2663663829908972717&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/2663663829908972717'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/2663663829908972717'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://masayski.blogspot.com/2007/01/ciki-powrt-do-normalnoci_20.html' title='Ciężki powrót do normalności'/><author><name>Masay</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08058620445296323093</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_3UWqGFulYuY/SbwDObL3kfI/AAAAAAAAACU/xIoJBWHSHPE/S220/daniel_03.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4680565078665285319.post-5453051907400982825</id><published>2007-01-17T20:56:00.000+01:00</published><updated>2007-01-17T22:13:39.696+01:00</updated><title type='text'>Wizyta w Przemyślu...</title><content type='html'>Jakąś godzinę temu wróciliśmy z Przemyśla. Nie powiem, żebym nie czuł się wycieńczony i paskudnie zmęczony. Organizm powoli odmawia mi posłuszeństwa (warto zaznaczyć, że głównie z niewyspania, a nie z przepicia :P) Ostatniej nocy po imprezie spałem bardzo krótko a na dworcu kolejowym musiałem być już przed 10.00, a ostatecznie położyłem się spać koło 4.00 "/&lt;br /&gt;Okazało się, że z Niemcami pojadę tylko ja i Adam. Krzysiu zdecydował się iść na zajęcia, a Kuba smacznie spał w domku. Co więcej okazało się, że nie ma dla nas biletów a jakoś średnio uśmiechało się nam fundować sobie przejazd. Z drugiej strony skoro już wstaliśmy to jeszcze głupiej byłoby po prostu wrócić  do domu. Jakimś sympatycznym zrządzeniem losu (bo nie wierzę aż tak w swoje zdolności negocjacyjne...) Hans (jeden z opiekunów grupy niemieckiej) postanowił zafundować nam bilet. Jak się później okazało także w drodze powrotnej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W samym Przemyślu było całkiem fajnie. Przede wszystkim to bardzo ładne miasto. Pełno w nim starych kamieniczek, kościołów, wąskich, klimatycznych i krętych uliczek, resztek fortyfikacji etc. Przemyśl byłby jeszcze piękniejszy gdyby odnowiono wszystkie budynki. Póki co stoją odrapane, brudne i dotknięte mocno "zębem czasu". A szkoda... Żałuję też, że nie zabrałem ze sobą aparatu "/&lt;br /&gt;Poza zwiedzaniem mieliśmy trochę wolnego czasu, który spędziliśmy na obiedzie, a następnie na poszukiwaniach "zielonego rynku", ponieważ Niemcy chcieli kupić fajki... Co się zaś tyczy obiadu... Wylądowaliśmy z Adamem w Restauracji "Wyrwigorsz" (o ile nie przekręciłem nazwy:P). Mam mieszane uczucia co do tego miejsca - jedzenie bardzo dobre, choć porcje niezbyt pokaźne ale z drugiej strony pierwszy raz spotkałem się w restauracji z czymś takim, że trzeba samemu pofatygować się i złożyć zamówienie (choć kelnerka była) a po drugie nawet przy małej ilości osób w lokalu na jedzenie czekało się baaardzo długo.&lt;br /&gt;Z kolei jeśli kiedykolwiek znajdziecie się w Przemyślu ze swoją "połówką" (i nie mam tu namyśli 0,5 l.) to zaglądnijcie do knajpki "Absynt" (miła nazwa prawda :D), która znajduje się zaraz obok Rynku. Jest naprawdę sympatyczna choć spodziewałem się czegoś, hmm, bardziej dekadenckiego... A lokal jest jasny, przytulny, jest kominek, obrazy na ścianach, wygodne sofy i leci muzyka spokojna, romantyczna (np. Frank Sinatra). Jednym słowem idealna knajpka, żeby odwiedzić ją z "połówką" i miło spędzić czas.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem przyszedł czas na powrót na dworzec. Tutaj Adam się niesamowicie popisał :D Pobiegł w poszukiwaniu toalety i omal nie spóźnił się na pociąg. Wpadł na peron niemal w ostatniej chwili. To tylko on potrafi - jednak bez niego było by smutno :D&lt;br /&gt;W pociągu, próbowaliśmy się kimnąć (wszyscy właściwie polegli) ale jakoś sen nie chciał przyjść. Pogadaliśmy sobie zatem z Adamem na różne tematy (od stanów depresyjnych poprzez kobiety skończywszy na niepamiętam czym :P)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kurczę sporo czasu zajęło mi napisanie tego posta, ale tak to już jest jak się w tym samym czasie prowadzi się zajmujące dyskusje z trzema osobami na gg, czyta maile, sprawdza co się stało na świecie itd. Pewnie niedługo uderzę w spanie - trzeba nabrać sił bo jutro rano czekają mnie kolejne zajęcia z Niemcami na uczelni a wieczorem wielka, pożegnalna impreza. A zapowiada się nieźle - jak to Joel powiedział: "We will drink off our asses!"&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4680565078665285319-5453051907400982825?l=masayski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://masayski.blogspot.com/feeds/5453051907400982825/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4680565078665285319&amp;postID=5453051907400982825&amp;isPopup=true' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/5453051907400982825'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/5453051907400982825'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://masayski.blogspot.com/2007/01/wizyta-w-przemylu.html' title='Wizyta w Przemyślu...'/><author><name>Masay</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08058620445296323093</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_3UWqGFulYuY/SbwDObL3kfI/AAAAAAAAACU/xIoJBWHSHPE/S220/daniel_03.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4680565078665285319.post-5249328396672542123</id><published>2007-01-17T02:35:00.000+01:00</published><updated>2007-01-17T03:04:52.650+01:00</updated><title type='text'>Ach ci niemcy, czyli przerwy ciąg dalszy...</title><content type='html'>Dziś pobiliśmy wszelki rekord, podczas tej wizyty! Ale od początku...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na początku poszliśmy na kręgle. Tak jak przypuszczałem nie było problemów z wejściem, czyli wieczór już zaczął się dobrze:D Spędziliśmy w klubie jakieś dwie godziny. Grało się fajnie i znalazło się kilku godnych przeciwników dla K0rka, z którymi mógłby pograć gdyby tylko był w Polsce (choć, prawdę mówiąc nie znam gry, w której on by nie wygrywał...). W sumie nie ma o czym opowiadać bo nic specjalnie ciekawego się nie działo. Co prawda mógłbym napisać o Musley'u, jego corocznych podbojach wśród niemek i innych ekscesach, ale to mój dobry kumpel, więc zostawię go w spokoju :P&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po tej części wieczoru podzieliliśmy się na dwie grupy. Część poszła na disco (ble:/) a część do "Underground Pub". Ja oczywiście byłem w tej drugiej grupie. Żeby być szczerym to blisko godzinę siedzieliśmy w pubie sami, tzn. ja, Adaś (gość jest naprawdę świetny. Jest z nim masa śmiechu i w ogóle - prosił, żeby coś o nim napisać więc jest  :D Mam nadzieję, że jesteś zadowolony Adamie :D) i Krzysiu (czyli sami polacy) i czekaliśmy na ekipę z niemiec (akurat tą bardziej punkową). Około 23 Krzysiu musiał wyjść bo miał ostatni PKS do domu. W końcu jednak nasi niemieccy koledzy (i koleżanka) raczyli się pojawić w knajpie i na wstępie postawili nam piwo (za to lubię niemców :P). I wszystko już poszło z górki. Było naprawdę sympatycznie - śmialiśmy się, gadaliśmy o różnych rzeczach - muzyce, różnicach kulturowych, przemytnictwie, blablabla,  religi (nie wiem czemu ten temat pojawia się prawie zawsze po kilku piwach? Ale najwidoczniej to domena nie tylko polaków...), narkotykach czy w końcu (najulubieńszy nasz temat) o wulgaryzmach w polskim i niemieckim języku.&lt;br /&gt;I dochodzimy w końcu do pobicia rekordu, o którym wspominałem na początku. Wszyliśmy z knajpy o 2.00 !! I to nie do końca dlatego, że niemcy chcieli, ale musieli bo byli nieźle wstawieni :D Ja z kolei trzymam się całkiem nieźle (inaczej nie napisałbym tego posta) choć kosztuje mnie to sporo bo co chwila naciskam za dużo klawiszy na raz albo nadużywam spacji... Poza tym ekipa z dyskoteki ciągle chyba jeszcze imprezuje...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak więc wyszliśmy z pubu około 2.00, odprowadziłem ekipę do hotelu, usłyszałem, że jestem bardzo miły (bo nie spodziewali się, że ktoś będzie im poświęcał tak dużo czasu &lt;szok&gt;) i oto jestem w domku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz czas spać, bo jutro rano czeka nas wycieczka do Przemyśla...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4680565078665285319-5249328396672542123?l=masayski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://masayski.blogspot.com/feeds/5249328396672542123/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4680565078665285319&amp;postID=5249328396672542123&amp;isPopup=true' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/5249328396672542123'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/5249328396672542123'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://masayski.blogspot.com/2007/01/ach-ci-niemcy-czyli-przerwy-cig-dalszy.html' title='Ach ci niemcy, czyli przerwy ciąg dalszy...'/><author><name>Masay</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08058620445296323093</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_3UWqGFulYuY/SbwDObL3kfI/AAAAAAAAACU/xIoJBWHSHPE/S220/daniel_03.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4680565078665285319.post-8902140943186866270</id><published>2007-01-16T01:17:00.000+01:00</published><updated>2007-01-16T01:31:51.434+01:00</updated><title type='text'>Chwilowej przerwy ciąg dalszy...</title><content type='html'>Ech... Z dnia na dzień jestem coraz (oczywiście relatywnie ;D) wcześniej w domu. Słabi ci Niemcy jeśli o 1.00 zbierają się do domu :/ Liczyłem na coś więcej... Ale cóż, trzeba i w tym szukać pozytywnych stron - mogę się wyspać, albo posiedzieć na necie :D Ach te słodkie nałogi - Bobry i Biski coś o tym wiedzą... :P&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wczoraj spotkała mnie, a właściwie nas dość niemiła przygoda. Nie wpuścili nas do knajpy - mnie bo miałem na sobie spodnie moro (sic!) a kilku Niemców, bo byli zbyt punkowi... Ech, powiedzcie mi co to za knajpa co wyrzuca spokojnych ludzi (możecie nie wierzyć, ale tacy byliśmy ;) ), pozbawia się sporego (bo zagranicznego) kapitału i jeszcze robi sobie złą reklamę (nie tylko wśród nas ale i wśród Niemców) Do wybitnie niesympatycznego barmana pasowało określenie Maxa (jednego z "punk-niemców") - cytuję: "faschisten świnia" Tak, tak coś się jednak po polsku nauczył mówić... Ale ostatecznie wylądowaliśmy w starej, dobrej i jakże przeze mnie lubianej knajpie o wdzięcznej nazwie: "Underground". Niemcom też przypadła do gustu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziś obyło się bez ekscesów i problemów. Poszliśmy do "Jameson Pub", gdzie jak zauważył Bisek (patrz komentarze) bardzo lubią wszystkich obcokrajowców, a zwłaszcza niemców z wymiany :D Wypiliśmy parę piwek, pośmialiśmy się, pogadaliśmy, pograliśmy w darty. Standard. Ku naszemu zdziwieniu koło 1.00 ekipa zaczęła się zbierać do wyjścia!! Co mieliśmy robić? Przecież nie będziemy sami z Siwym siedzieć w knajpie (zwłaszcza, że dziś powiedział, że już więcej nie pije!) Co chwila to jakieś zaskoczenie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czas kończyć. Spróbuję się coś przespać. Rano mamy jakieś wspólne zajęcia... &lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4680565078665285319-8902140943186866270?l=masayski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://masayski.blogspot.com/feeds/8902140943186866270/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4680565078665285319&amp;postID=8902140943186866270&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/8902140943186866270'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/8902140943186866270'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://masayski.blogspot.com/2007/01/chwilowej-przerwy-cig-dalszy.html' title='Chwilowej przerwy ciąg dalszy...'/><author><name>Masay</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08058620445296323093</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_3UWqGFulYuY/SbwDObL3kfI/AAAAAAAAACU/xIoJBWHSHPE/S220/daniel_03.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4680565078665285319.post-5878467582309730529</id><published>2007-01-14T14:38:00.000+01:00</published><updated>2007-01-14T15:05:28.445+01:00</updated><title type='text'>Chwilowa przerwa...</title><content type='html'>Muszę zrobić, krótką przerwę w dodawaniu opowiadań. Związane jest to z brakiem czasu w nadchodzącym  tygodniu. Do Rzeszowa przyjechali, w ramach wymiany z moją uczelnią, studenci z Niemiec. Jest to równoznaczne z oddaniem im większości własnego czasu w ciągu doby. Nie, żebym się skarżył ;) Jest naprawdę fajna atmosfera, ludzie są OK, można srogo poimprezować itd... Niestety przez to nie będę miał czasu zrobić odpowiedniej korekty w opowiadankach  i wrzucanie ich  na bloga będę musiał zostawić na później - pewnie uda mi się do tego wrócić pod koniec przyszłego tygodnia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Póki co postaram się zdawać jakieś relacje z operacji "Niemcy" :D&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ekipa przyjechała wczoraj o 21.30 do Rzeszowa. Początkowo mieli być po 22.00 i nie, żeby mi tą zmianą trochę planów nie zepsuli... Grupa, która przyjechała w tym roku jest złożona z kompletnie nowych twarzy (no może z wyjątkiem czterech osób - a jest ich w sumie 21). Byliśmy z Siwym ciekawi jacy oni będą. Pierwsze wrażenie było dość pozytywne - nasze czujne oczy zlustrowały towarzystwo w poszukiwaniu pięknych niewiast i w sumie znalazło się kilka ciekawych... ;D Zobaczymy co dalej... Poza tym połowa z nich to rasowe punki - stroje (nie wiem czy nie obrażam strojów, przyrównując do nich to w co byli ubrani), włosy, fryzury (ponownie przepraszam jeśli kogoś obrażam). Zapowiada się naprawdę ciekawy tydzień :D&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ku naszemu zdziwieniu Niemcy zamiast być zmęczonymi i grzecznie pójść spać wyciągnęli nas do knajpy i trzymali tam do 1.30 !! Uwielbiam integrację z innymi narodami :D Dziś rano obudziłem się jak nowo narodzony i wybrałem się do hotelu, gdzie nocują nasi goście. W programie było oprowadzanie po mieście. W sumie 2 godzinki łażenia po Rzeszy, opowiadania o różnych rzeczach i wesołych rozmów. Potem nadszedł czas na obiadek i internet :D&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odliczam czas do 19.00 - wtedy ma zacząć się oficjalny wieczorek integracyjno - zapoznawczy :D&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozdrawiam&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4680565078665285319-5878467582309730529?l=masayski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://masayski.blogspot.com/feeds/5878467582309730529/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4680565078665285319&amp;postID=5878467582309730529&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/5878467582309730529'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/5878467582309730529'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://masayski.blogspot.com/2007/01/chwilowa-przerwa.html' title='Chwilowa przerwa...'/><author><name>Masay</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08058620445296323093</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_3UWqGFulYuY/SbwDObL3kfI/AAAAAAAAACU/xIoJBWHSHPE/S220/daniel_03.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4680565078665285319.post-6025357646842733047</id><published>2007-01-14T14:30:00.000+01:00</published><updated>2007-01-14T14:37:39.277+01:00</updated><title type='text'>Zemsta, część 2</title><content type='html'>&lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Niezbyt go to uszczęśliwiło. Przede wszystkim był jednak zaskoczony. Nie spodziewał się nikogo. Przez głowę przemknęła mu myśl, że być może policja wpadła w jakiś sposób na jego ślad. Wydawało mu się to mało prawdopodobne. Zadbał przecież, żeby usunąć wszystkie tropy prowadzące do niego. Jednak jak to mawiają – przezorny zawsze ubezpieczony. Wyciągnął z szuflady pistolet i najciszej jak potrafił podszedł do drzwi. Spojrzał ostrożnie przez judasza. Odetchnął z ulgą. To tylko ten stary pierdziel – właściciel mieszkania przyszedł po czynsz. Harry wsunął broń z tyłu za pasek od spodni. Uchylił drzwi.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Pan pewnie w sprawie czynszu – zapytał zanim tamten zdążył cokolwiek powiedzieć.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Jakbyś zgadł. Kiedy mi w końcu zapłacisz? Zwlekasz już od miesiąca.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Mówiłem panu, że nie mam teraz w ogóle pieniędzy. Sam pan wie jak ciężko o pracę.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - To nie mój problem skąd weźmiesz kasę. Ja chcę ją tylko dostać. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Niech mi pan da jeszcze miesiąc... – Harry błagalnie spojrzał na pomarszczoną, jak suszona śliwka twarz mężczyzny.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Miesiąc?! Ocipiałeś? Nie jestem Matka Teresa, żeby pomagać biednym. Masz czas do jutra. Jak nie zobaczę pieniędzy wylatujesz na zbity pysk. Zrozumiałeś?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Ale szefie...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Nie ma żadnego „szefie”. Jestem tu jutro o 18 i albo dajesz mi pieniądze albo pakujesz swoje rzeczy i do wiedzenia. Życzę miłego dnia.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="margin-left: 0.11cm; text-indent: 0.64cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;Harry zatrzasnął drzwi. „Stary pierdziel. Jutro mnie już tu nie będzie, więc możesz mi naskoczyć”. Rzucił pistolet na stolik. Spod łóżka wyciągnął duży, ciężki plecak. Coś zabrzęczało metalicznie. Harry przeglądnął pobieżnie zawartość i z wyraźną satysfakcją odstawił plecak pod ścianę. Budzik zadzwonił na godzinę 9. „Jak ten czas szybko płynie. – pomyślał, wyciągając z szafy lekką kurtkę w zielone „moro” – Najwyższa pora się zbierać...”.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p style="text-indent: 0.74cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Kręta droga zmierzała przez las w kierunku wzgórza. Tam, kończyła się na żwirowym podjeździe wspaniałej willi. Posiadłość chroniona była wysokim murem, a zapewne także kamerami, uzbrojonymi ochroniarzami i wściekłymi psami. Przynajmniej tak bogaci ludzie zazwyczaj odcinali się od szarego pospólstwa. Niechcianym gościom ciężko byłoby się dostać do środka bez pozwolenia. Tam jednak mieszkała osoba, z którą Harry miał rachunki do wyrównania.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="text-indent: 0.74cm; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Las był dość gęsty. Przeważały w nim drzewa liściaste. Wzdłuż drogi rosły bujne krzaki, a Harry siedział ukryty w jednym z nich. Czekał. Sidła zostały zastawione, polowanie się rozpoczęło. Przez długie miesiące obserwował cierpliwie swoją ofiarę. Poznawał jej zwyczaje i obmyślał plan zemsty. Wdarcie się na teren posesji wykluczył prawie na samym początku. Jedna osoba nie miała szans. Przebywając w mieście, ofiara otoczona była z kolei mnóstwem ludzi. Akcja w takich warunkach odpadała. Ktoś mógłby ją udaremnić nawet przypadkiem. Jedynym sensownym rozwiązaniem było zaczajenie się w lesie. Tą drogą jeździła prawie wyłącznie tylko ofiara. W samochodzie oprócz niej były zazwyczaj tylko dwie osoby: kierowca i ochroniarz.&lt;/p&gt; &lt;p style="text-indent: 0.74cm; margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;Harry opracował, jak mu się zdawało, plan prosty ale przez to doskonały. Bo taka jest już natura planów, że im mniej zawierają elementów, które mogą pójść nie tak, tym są lepsze. Przygotował się do zemsty bardzo skrupulatnie. Ostro ćwiczył, odbył szkolenie strzeleckie, kupił nielegalną broń i różne rzeczy potrzebne do przygotowania zasadzki. Wydał na to większość swoich i tak niezbyt dużych oszczędności. Ale niewiele go to obchodziło. Liczyła się tylko zemsta. W końcu nadszedł upragniony dzień i Harry czekał teraz cierpliwie na ofiarę jak pająk.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="text-indent: 0.74cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;W pewnym momencie dał się słyszeć cichy warkot samochodu i na jednym z zakrętów ukazał się elegancki Lexus. Słońce prześwitujące przez gałęzie odbijało się w śliwkowym lakierze. Harry’emu zaczęło szybciej bić serce. Czuł adrenalinę przedostającą się do  krwi. Pojazd szybko zbliżał się do miejsca, w którym siedział ukryty.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="text-indent: 0.74cm; margin-bottom: 0cm;" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;Nagle obydwie przednie opony pękły z hukiem. Samochodem zarzuciło, ale kierowca opanował pojazd bez większych problemów. Był naprawdę dobry. W momencie kiedy Lexus wjechał na zamaskowaną bronę, Harry przeciął sznur znajdujący się obok niego. Liście po przeciwnej stronie drogi głośno zaszeleściły, kiedy spomiędzy nich wyleciał ogromny pień i uderzył, jak taran, z impetem w bok samochodu. Rozległ się trzask pękającego szkła i zgrzyt giętej blachy. I krzyk człowieka. „Przy odrobinie szczęścia udało mi się unieszkodliwić ochroniarza” – pomyślał Harry wychodząc szybkim krokiem z ukrycia. Wyciągnął pistolet zza paska...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4680565078665285319-6025357646842733047?l=masayski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://masayski.blogspot.com/feeds/6025357646842733047/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4680565078665285319&amp;postID=6025357646842733047&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/6025357646842733047'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/6025357646842733047'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://masayski.blogspot.com/2007/01/zemsta-cz-2.html' title='Zemsta, część 2'/><author><name>Masay</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08058620445296323093</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_3UWqGFulYuY/SbwDObL3kfI/AAAAAAAAACU/xIoJBWHSHPE/S220/daniel_03.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4680565078665285319.post-1628732317438461578</id><published>2007-01-11T23:44:00.000+01:00</published><updated>2007-01-12T00:32:26.528+01:00</updated><title type='text'>Zemsta, część 1</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: times new roman;"&gt;Harry obudził się o 5.00 rano z uczuciem, że jeśli chodzi o niego to noc już się skończyła i nie będzie więcej spał. Wiedział też jednocześnie, że powinien jednak nabrać jak najwięcej sił i być jak najbardziej wypoczętym. Czekał go ciężki dzień. Ale za to jak ważny. Harry był pewien, że najważniejszy w jego niemal trzydziestoletnim życiu. Leżał więc na łóżku z zamkniętymi oczami i starał się przywołać sen. Ten jednak zniknął bezpowrotnie. Nie został po nim nawet ślad. "Zabawne - pomyślał - Po raz pierwszy nie pamiętam snu... Zawsze śnił mi się dzisiejszy dzień i wszystko pamiętałem. A teraz jest inaczej.Ciekawe dlaczego...".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Harry nie należał jednak do osób, które lubią zaprzątać sobie głowę takimi błahostkami. Porzucił więc je szybko, przebiegł myślami po planie wydarzeń na najbliższą dobę, a następnie odrzucił gwałtownie kołdrę i wstał z łóżka. Drewniane deski podłogi zaskrzypiały cicho po ciężarem jego ciała. W pokoju było jeszcze dość ciemno. Jedyne okno było zasunięte grubą zasłoną. Harry podszedł do niego i spojrzał na miasto powoli budzące się ze snu. Nieliczne jeszcze samochody sunęły brudnymi ulicami wioząc ludzi do pracy. Daleko na horyzoncie, o ile można tak nazwać krzywą linię wyznaczoną przez szare bryły wieżowców, różowiło się niebo. Słońce wstawało powoli, szykując się do swojej codziennej, mozolnej wędrówki. Po chwili pierwsze promienie oświetliły sylwetkę Harry'ego, podkreślając mięśnie; wpadły do pokoiku, eksponując jego brzydotę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mieszkanie było naprawdę obskurne i ciasne. Niski sufit, brudne ściany, podłoga zarzucona ubraniami, wszechobecne śmieci. Z sufitu zwisała goła żarówka zastępująca lampę. Pokój stanowił jednocześnie kuchnię, sypialnię i pokój gościnny. A właściwie to mógłby go stanowić, gdyby ktokolwiek odwiedzał Harry'ego. On sam nie dbał o to jak wygląda mieszkanie. Prawdę powiedziawszy to nie dbał praktycznie o nic. Pochłonięty był jedną myślą - przygotowaniami do dnia, który w końcu nastał. To była jego obsesja, całe jego życie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skierował się do łazienki, która wyglądała równie żałośnie co reszta mieszkania. Ciemne, słabo oświetlone pomieszczenie, obite płytki, ściany pokryte grzybem i pleśnią, a krany kamieniem. Normalny człowiek nie byłby w stanie uwierzyć, że można mieszkać w takich warunkach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Było jednak w mieszkaniu miejsce odróżniające się od całej reszty. W kącie pokoju stał niewielki stolik. Na ścianie wisiała niebieska tkanina, ukrywająca brzydotę murów. W pobliżu na ziemi i na stoliku stało kilka kwiatków w doniczkach i wazonach, paliły się świeczki i kadzidełka. Na honorowym miejscu stało czarno - białe zdjęcie, oprawione w zgrabną, drewnianą ramkę. Przedstawiało lekko uśmiechającą się, młodą kobietę. Bez wątpienia każdy uznałby ją za piękną. Ubrana była w prostą, ciemną, sięgającą kolan sukienkę. Miała długie, jasne włosy delikatnie opadające na odsłonięte ramiona. Duże oczy pełne były radości i wesołości. Patrząc na nie było się niemal pewnym, że dziewczyna ma bardzo figlarną naturę. Całość uzupełniał uśmiech. Cudowny to chyba idealne określenie. Pełne usta, które każdy mężczyzna chciałby choć raz pocałować, były delikatnie rozchylone i ukazywały białe jak perły zęby.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Harry klęknął przed zdjęciem jakby chciał się pomodlić. Zamknął oczy i trwał w milczeniu dłuższą chwilę. Uważny obserwator zauważyłby jednak, że pod powiekami gromadziły się łzy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; - Susan - ledwo dosłyszalnie wyszeptał - Dlaczego cię już nie ma... Boże, dlaczego musiałem zostać sam? Dlaczego mi to zrobiłeś?! Ale wszystko się zmieni - wydawało się, że prowadzi dialog sam ze sobą - Dzisiaj wszystko się zmieni. Już na zawsze będziemy razem, najdroższa - dodał z wyraźną radością w głosie - Wydałem wszystkie pieniądze, jakie mi jeszcze zostały na przygotowania do dzisiejszego dnia. Mieszkam jak kundel w tej norze, ale nie narzekam. Wezmę odwet za wszystko i dołączę do ciebie i już wszystko będzie dobrze. - spod przymkniętych powiek wymknęła się pierwsza łza, a za nią kolejne. Zanurzył się w przyjemne rozmyślania i wspomnienia. Oczami duszy widział siebie kupującego ogromny bukiet kwiatów dla Niej. Krwiście czerwonych róż - Susuan takie najbardziej lubiła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Widział ją wysiadającą z eleganckiego samochodu, w szykownej ale prostej, czarnej sukni. Włosy upięła wysoko, odsłaniając zgrabną szyję. Harry'emu aż dreszcz przebiegł po plecach na samą myśl o tym.&lt;br /&gt;I kolejna scena... Susan biegła przez ulicę. Padał deszcz a ona nie miała parasola. Była strasznie zmoknięta. Wbiegła na klatkę schodową a Harry otworzył jej drzwi. Podziękowała mu, uśmiechnęła się, a dla niego cały świat przestał istnieć. Mokre, pozlepiane w strąki włosy i rozmyty makijaż w ogóle nie odbierały jej urody.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapewne jeszcze długo oddawałby się rozmyślaniom gdyby nie nagłe pukanie do drzwi, które brutalnie sprowadziło go do rzeczywistości...&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4680565078665285319-1628732317438461578?l=masayski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://masayski.blogspot.com/feeds/1628732317438461578/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4680565078665285319&amp;postID=1628732317438461578&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/1628732317438461578'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/1628732317438461578'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://masayski.blogspot.com/2007/01/zemsta-cz-1.html' title='Zemsta, część 1'/><author><name>Masay</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08058620445296323093</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_3UWqGFulYuY/SbwDObL3kfI/AAAAAAAAACU/xIoJBWHSHPE/S220/daniel_03.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4680565078665285319.post-4728674622544506142</id><published>2007-01-11T23:15:00.000+01:00</published><updated>2007-01-11T23:39:45.020+01:00</updated><title type='text'>"Harry obudził się o 5.00 rano..."</title><content type='html'>Uff! W końcu trochę wolnego czasu. Jestem już po egzaminie z PR, który poszedł mi całkiem dobrze... Przynajmniej tak przypuszczam :P Zadanie było jedno - pytanie opisowe, które brzmiało (przynajmniej w mojej grupie): "Jesteś szefem PR w firmie, której rada miejska nie udzieliła zezwolenia na budowę supermarketu. Opisz działania, które podejmiesz". Fajnie kreatywne zadanie. Tak na dobrą sprawę to można było puścić wodze fantazji, oczywiście w granicach rozsądku. Choć, z drugiej strony, jak mówi mój kumpel - "Każdy sposób dobry by osiągnąć cel". No cóż... To takie trochę Dyzmowe...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No ale my tu gadu gadu, prawda, a opowiadanie stygnie ;) Kolejna historia jest właściwie wcześniejszą - powstała jakieś dwa tygodnie przed "Lustrem". Cytat podany przez Fąfarę brzmiał: "Harry obudził się o 5.00 rano z uczuciem, że jeśli chodzi o niego to noc już się skończyła i nie będzie więcej spał...". Pomimo, że to było pierwsze ćwiczenie tego typu pomysł na fabułę wpadł mi do głowy szybciej niż w przypadku Alicji, ale też nie powiem, żebym dał sobie bardzo dużo czasu do pracy :P Do tego dochodził stres związany z tym, że mój tekst będzie oceniał literat. A, co chyba oczywiste, chciałem wypaść jak najlepiej. Prawdę jednak powiedziawszy takie warunki (stres, mało czasu) są dla mnie najbardziej optymalne. Najszybciej pracuje mi się kiedy mam przysłowiowy nóż na gardle, kiedy gonią mnie terminy etc. Nie mam wtedy czasu zajmować się różnymi innymi sprawami, obijać się, czy wmawiać sobie, że "przecież deadline jest jeszcze daleko. Zdążę". Także wtedy moja wyobraźnia jest najbardziej kreatywna. Do głowy przychodzi mi cała masa ciekawych pomysłów i różnych patentów. (W zawody mogą pójść tylko konstruktywne dyskusje z Kage'm :] Ile myśmy pomysłów napłodzili to się w głowie nie mieści. Fakt, że niestety dużej części z nich nigdy nie wykorzystaliśmy. Ale może kiedyś nadejdą i ich dni).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz zapraszam do lektury "Zemsty" (Tak, wiem tytuł do najoryginalniejszych nie należy :P ).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4680565078665285319-4728674622544506142?l=masayski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://masayski.blogspot.com/feeds/4728674622544506142/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4680565078665285319&amp;postID=4728674622544506142&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/4728674622544506142'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/4728674622544506142'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://masayski.blogspot.com/2007/01/harry-obudzi-si-o-500-rano.html' title='&quot;Harry obudził się o 5.00 rano...&quot;'/><author><name>Masay</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08058620445296323093</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_3UWqGFulYuY/SbwDObL3kfI/AAAAAAAAACU/xIoJBWHSHPE/S220/daniel_03.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4680565078665285319.post-7576320873014231323</id><published>2007-01-09T00:24:00.000+01:00</published><updated>2007-01-09T00:35:48.614+01:00</updated><title type='text'>To koniec</title><content type='html'>W tym miejscu kończy się "Lustro". Jak wam się podobało?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam niejakie problemy z poprawnym sformatowaniem  tekstu  na blogu. Gołym okiem widać, że z odstępami między wierszami robi co mu się żywnie podoba :/ Spróbuję coś z tym pokombinować i jak coś uda mi się robić to poprawię całe opowiadanie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale póki co muszę się zająć nauką do egzaminu z Public Relations. Mam go w środę rano, a póki co za wiele w tym kierunku nie zrobiłem. A przydałoby się zdać go bardzo dobrze w pierwszym terminie. Średnia w tym semestrze jest mi cholernie potrzebna - może zaważyć na ewentualnym wyjeździe do Szkocji na dalsze studia, albo chociaż utrudnić dostanie się gdzieś na magisterkę... Ale mimo takiej motywacji jakoś ciężko zabrać się do pracy. Pocieszam się tym, że wielu studentów ma ten sam problem :D&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A do tego wszystkiego dwa niezwykle niebezpieczne Świry wyjechały do Finlandii, więc nie ma kto dawać mi dobrego przykładu ;D&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzymajcie się! Dobranoc!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4680565078665285319-7576320873014231323?l=masayski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://masayski.blogspot.com/feeds/7576320873014231323/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4680565078665285319&amp;postID=7576320873014231323&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/7576320873014231323'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/7576320873014231323'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://masayski.blogspot.com/2007/01/to-koniec.html' title='To koniec'/><author><name>Masay</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08058620445296323093</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_3UWqGFulYuY/SbwDObL3kfI/AAAAAAAAACU/xIoJBWHSHPE/S220/daniel_03.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4680565078665285319.post-1415382153607641379</id><published>2007-01-09T00:14:00.000+01:00</published><updated>2007-01-12T00:36:46.357+01:00</updated><title type='text'>Lusto, część 4</title><content type='html'>&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-decoration: none;" align="left" lang="pl-PL"&gt; &lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Alicja obróciła się raptownie, ale było już za późno. Nie spostrzegła się, że podczas rozmowy do namiotu wślizgnął się Szary Ogon i jakiś inny odmieniec z głową węża. Rzucili się na nią. Próbując się im wyrwać poślizgnęła się i upadając uderzyła mocno w głowę. Utrata przytomności bardzo ułatwiła im zadanie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-decoration: none;" align="left" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-decoration: none;" align="left" lang="pl-PL"&gt; &lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; Już drugi raz w przeciągu krótkiego czasu po otwarciu oczu Alicji strasznie kręciło się w głowie. Znów nie wiedziała gdzie jest. Tyle, że tym razem nie mogła się w ogóle poruszyć. Sznury krępowały jej ręce i nogi.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-decoration: none;" align="left" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-decoration: none;" align="left" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Widzę, że wróciłaś do  żywych – rozległ się znajomy głos przepełniony zatrutą  słodyczą – To dobrze.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Co chcesz ze mną zrobić? Wypuść  mnie!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;- Mam wrażenie, że na ten temat  już rozmawiałyśmy. Zaraz sie przekonasz co zamierzam zrobić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-decoration: none;" align="left" lang="pl-PL"&gt; &lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; Chmury rozstępowały się powoli ale za to w bardzo nienaturalny sposób – jednocześnie we wszystkich kierunkach. Zza nich wyłonił się księżyc. Ale jakże odmienny od ziemskiego. Był niesamowicie duży i chorobliwie zielony. Alicję przebiegły ciarki.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-decoration: none;" align="left" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-decoration: none;" align="left" lang="pl-PL"&gt; &lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; Królowa podeszła do dziewczyny i wepchnęła jej w usta spory kawałek szmaty i pogłaskała czule po głowie. Zza pasa wyciągnęła nóż o falistym ostrzu. Uniosła ręce i głowę do nieba. Z gardła Alicji zaczął wydobywać się stłumiony krzyk.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-decoration: none;" align="left" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-decoration: none;" align="left" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - O wszechmocne Nieba, które  wychwalamy swoim życiem! Proszę was o wstawiennictwo w mojej  prosbie. O przeklęta Magio, która siejesz zamęt i  zniszczenie. Porszę cię po raz kolejny byś użyczyła mi część  swej potęgi. Daj mi cień swojej mocy abym napełniona tobą mogła  wypełnić moje powołanie. Błagam cię przyjmij tą młodą  dziewczynę i jej krew jako ofiarę. - złożyła dłonie nad głową.  Ostrze sztyletu skierowała na pierś Alicji – Wysłuchaj mojej  prośby, przeklęta Mocy i spłyń na mnie w czystej swej postaci!  Niech Nieba mi będą świadkiem! - gwałtownie opuściła ręce...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-decoration: none;" align="left" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;   &lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-decoration: none;" align="left" lang="pl-PL"&gt; &lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; Był już późno w nocy. Zegar wybił trzecią. Zamek w drzwiach mieszkania Alicji przekręcił się powoli i szczęknął cicho. Ledwo odróżniajaca się od cieni postać przemknęła się bezszelestnie przez mieszkanie. Włamywacz wszedł do sypialni i rozejrzał uważnie. Podszedł do lustra i przyjżał mu się, po czym wziął je do rąk. Równie cicho jak wszedł, wybiegł z mieszkania. W bladym świetle księżyca można było odnieść złudne wrażenie, że włamywacz pod ubraniem skrywa zwierzęcy ogon...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4680565078665285319-1415382153607641379?l=masayski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://masayski.blogspot.com/feeds/1415382153607641379/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4680565078665285319&amp;postID=1415382153607641379&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/1415382153607641379'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/1415382153607641379'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://masayski.blogspot.com/2007/01/alicja.html' title='Lusto, część 4'/><author><name>Masay</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08058620445296323093</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_3UWqGFulYuY/SbwDObL3kfI/AAAAAAAAACU/xIoJBWHSHPE/S220/daniel_03.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4680565078665285319.post-2090016321848626338</id><published>2007-01-09T00:02:00.000+01:00</published><updated>2007-01-12T00:39:21.658+01:00</updated><title type='text'>Lustro, część 3</title><content type='html'>&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-decoration: none;" align="left" lang="pl-PL"&gt; &lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Dziewczyna weszła nieśmiało do środka. Panował tu półmrok. Kaganki powieszona na kijach podpierających dach namiotu rzucały ciekawe cienie. Zza ciemniej zasłony wyszła kobieta. Była stara, mocno pomarszczona na twarzy, ale co przede wszystkim zauważyła Alicja, nie miała w sobie nic ze zwierzęcia.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-decoration: none;" align="left" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-decoration: none;" align="left" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Witaj drogie dziecko – głos  miała zadziwiająco miły i łagodny – Jestem Stella von  Maxidoff. Choć zapewne nic ci to nie mówi.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Rzeczywiście nic – uśmiechnęła  się przepraszająco – Mam na imię Alicja. Naprawdę jest pani  Królową?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt; - Oczywiście, że tak, drogie  dziecko – zaśmiała sie lekko&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt; - Przepraszam, że zapytam ale  czemu nie jest pani podobna do pani podwładnych?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt; - Nie musisz przepraszać. Władałam  potężną magią i dzięki temu po zachwianiu równowagi nie  przemieniła mnie .&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt; - A oni...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt; - Oni nią nie władali albo nie  posiadali wystarczającej mocy. Mam jednak nadzieję, że pewnego  dnia odzyskam potęgę i uda się wszystko naprawić. Powiedz mi jak  się tu znalazłaś?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt; - Sama dokładnie nie wiem.  Najpierw widziałam coś dziwnego w lustrze, które dziś  kupiłam w antykwariacie. A kiedy dotknęłam jego powierzchni  znalazłam się tutaj.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt; - Ciekawe. Wiele ksiąg mówi  o tym, że lustro może być bramą w różne światy. A może  to dar nieba, że się tu pojawiłaś. Zapewne moi poddani  powiedzieli ci już, że przypominasz boginię z naszych legend.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt; - Tak – uśmiechnęła się  szeroko – Jest mi miło ale sądzę, że to pomyłka. Nie jestem  żadną boginią nawet jeśli jestem do niej podobna.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt; - Nie bądź taka pewna, moje  dziecko. Niezbadane są ścieżki Nieba. Może sama jeszcze o tym  nie wiesz a nam pomożesz. Wszystko jest możliwe.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt; - Czy pomoże mi pani się stąd  wydostać? Powrócić do mojego świata?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Pomóc ci powrócić  do twojego świata? - głos Królowej stał się nagle twardy  jak lód – Chyba nie mówisz tego poważnie. Jesteś  darem Nieba. Jesteś naszą boginią. Nie możemy pozwolić ci  odejść.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt; - Ja nie chcę być waszym darem!  Jeśli nie chce mi pani pomóc to sama sobie poradzę.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color:#000000;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt; - Nie zrozumiałaś mnie chyba  dobrze. Nie pozwolę ci odejść – jej głos stał się jadowity  niczym żmija – Jeśli nie zostaniesz tu dobrowolnie, to zmuszę  cię do tego. Pojmać ją!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4680565078665285319-2090016321848626338?l=masayski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://masayski.blogspot.com/feeds/2090016321848626338/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4680565078665285319&amp;postID=2090016321848626338&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/2090016321848626338'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/2090016321848626338'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://masayski.blogspot.com/2007/01/lustro-cz-3.html' title='Lustro, część 3'/><author><name>Masay</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08058620445296323093</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_3UWqGFulYuY/SbwDObL3kfI/AAAAAAAAACU/xIoJBWHSHPE/S220/daniel_03.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4680565078665285319.post-5702294757008792955</id><published>2007-01-08T00:07:00.000+01:00</published><updated>2007-01-09T00:11:29.091+01:00</updated><title type='text'>Lustro, część 2</title><content type='html'>&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-decoration: none;" align="left" lang="pl-PL"&gt; &lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Alicja otworzyła oczy. Jeszcze kręciło się jej w głowie i nie była w stanie pozbierać myśli, ale już wiedziała, że coś jest nie tak. Było ciemno, a nie przypominała sobie, żeby gasiła światło w pokoju. Po drugie leżała na czymś zimnym i sypkim, a podłoga w sypialni wyłożona była miękkim dywanem. Uniosła się na łokciach i rozejrzała wokół. Nie, stanowczo nie była u siebie. Pozostawało pytanie gdzie w takim razie była?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-decoration: none;" align="left" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-decoration: none;" align="left" lang="pl-PL"&gt; &lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; Jak okiem sięgnąć nie było widać nic konkretnego. Z ciemności wyłaniały się jedynie jakieś skały. Ziemię pokrywał pył, bardzo przypominający piasek. Niebo zakryte było gęstymi, burzowymi chmurami. Krajobraz był jednym, przygnębiającym pustkowiem. W niczym nie przypominał krainy, którą widziała. Nigdzie też nie było lustra, ani innego wejścia do tego dziwnego miejsca. Dziewczyna była w zbyt wielkim szoku by panikować. Po chwili wstała i ruszyła przed siebie. Za wszelką cenę postanowiła znaleźć drogę powrotną.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-decoration: none;" align="left" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-decoration: none;" align="left" lang="pl-PL"&gt; &lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; Szła dłuższą chwilę a krajobraz wciąż był taki sam. Dwie myśli dominowały&lt;br /&gt;w jej ślicznej głowie – nigdy już nie wróci do swojej sypialni i to wszystko nie może przecież dziać się naprawdę. Nagle usłyszała z prawej strony osypujące się kamienie. Ruszyła ostrożnie w tamtym kierunku.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-decoration: none;" align="left" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-decoration: none;" align="left" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; - Halo? Jest tam ktoś? - zbliżała  się powoli do dużej sterty – Halo? Proszę się nie chować!  Proszę mi pomóc...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-decoration: none;" align="left" lang="pl-PL"&gt; &lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; Nagle zza stosu wychyliła się postać ubrana w długie, poszarpane szaty. Miała szczelnie zasłoniętą twarz. Nie była wysoka, w każdym bądź razie niższa od Alicji i lekko przygarbiona. Zaskoczona dziewczyna miała w pierwszej chwili odwrócic się i uciec, ale szybko się opanowała.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;- &lt;span style="font-size:100%;"&gt;Przepraszam, ale czy mógłbyś  mi pomóc – zapytała niepewnie – Nie wiem ani jak się tu  znalazłam, ani jak stąd się wydostać. Czy możesz mi pomóc?  Słyszysz mnie... O mój Boże!!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-decoration: none;" align="left" lang="pl-PL"&gt; &lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; Postać ściągnęła z twarzy chustę. Oczom dziewczyny ukazał się niesamowity widok. Istota miała łeb psa. Tego było za wiele dla napiętych nerwów dziewczyny. Rzuciła się do panicznej ucieczki. Nie zdołała jednak przebiec więcej niż kilka metrów, kiedy się z czymś zderzyła. Poczuła, że ktoś chwyta ją za ręce. Zaczęła się szamotać i krzyczeć, a wtedy kolejna para rąk chwyciła jej  nogi. Napastnicy powialili ją na ziemię i unieruchomili. Była teraz zdana na ich łaskę i niełaskę.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-decoration: none;" align="left" lang="pl-PL"&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;- Uspokój się – usłyszała  cichy, szepczący głos – Nic ci nie zrobimy. Nie bój się  nas.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; - &lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Kim.. - pytanie zamarło jej na  ustach, kiedy zobaczyła, że głos należał do postaci z głową  kota&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Mieszkamy tu wszyscy w tej kranie  – istota udzielałą odpowiedzi na niedokończone pytanie – To  nasz dom. A kim ty jesteś?&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Nazywam się Alicja – powiodła  oczami po otaczających ją postaciach. Wszystkie były niskie,  ubrane były w łahmany i miały głowy zwierząt – Pochodzę z...  chyba innego świata... Ale nie wiem jak się tu znalazłam.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Puście ją – polecił Kot –  Jestem Szary Ogon a to moi bracia. Wstań Alicjo. Na niebiosa, jaka  ty jesteś piękna...&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Słucham? A tak...&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Musisz być boginią, o której  mówią nasze legendy – chrapliwm głosem powiedział  psiogłowy.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Ja, boginią?... – Alicja sama  nie była pewna czy bardziej ją to zaskoczyło czy sprawiło  przyjemność&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Musimy cię zabrać do naszej  Królowej – oczy Szarego Ogona płonęły dziwnym blaskiem&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Macie Królową?&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Oczywiście – w jego głosie  zabrzmiało zdziwnienie – Ona sprawuje nad nami opiekę i nami  rządzi. Czy w swoim świecie nie macie żadnego przywódcy?&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Racja. Jasne, że mamy, mój  błąd – Alicja była sama zaskoczona, że potrafiła się tak  swobodnie roześmiać w obecnej sytuacji. Prawdę powiedziawszy  coraz bardziej się z nią oswajała i zaczynała traktować jak  niezwykłą przygodę. Zwłaszcza, że w oczach tych dziwnych  stworzeń widziała prawdziwe uwielbienie dla jej osoby - Czy ona  pomoże mi wrócić do domu?&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Porozmawiasz z nią. Ona jest z  nas najmądrzejsza i na pewno ci wszystko wyjaśni. Jeśli ktoś  może ci pomóc to tylko ona.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- W takim razie prowadźcie –  ruszyli w stronę wydm – Dlaczego wasza kraina jest taka ponura?  Wygląda na zniszczoną?&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Bo taka jest w rzeczywistości –  głos przewodnika posmutniał – To była kiedyś piękna ziemia,  pełna życia i słońca. Niestety doszło do wyniszczającej wojny.  Potężna magia użyta w walkach zaburzyła równowagę w  przyrodzie...&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Magia? – zdziwiła się Alicja&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Tak. Nigdy o czymś takim nie  słyszałaś? Nie macie w twoim świecie czegoś takiego?&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Nie. Mamy technikę, wynalazki,  komputery...&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- A co to jest ta technika?&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Ciężko, to wytłumaczyć.  Spróbuję później. Kontynuuj swoją opowieść...&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Dobrze. Na czym to ja... A tak.  Patrząc na nas ciężko ci zapewne będzie uwierzyć, że kiedyś  byliśmy bardzo podobni do ciebie.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Do mnie? - Alicja spojrzała  nieufnie na Szary Ogon&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- To znaczy ogólnie rzecz  biorąc. Ty jesteś jedyna w swoim rodzaju. Chodziło mi natomiast o  to, że nie byliśmy w połowie zwierzętami.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Acha, teraz rozumiem.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- To dobrze. I tak ta nierównowaga  zmieniła nas, zniszczyła przyrodę. Teraz wszystko wygląda tak  jak wygląda.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- To przykre...&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;- Tak... O, ale oto i wioska.  Koniec tych smutnych rozważań.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-decoration: none;" align="left" lang="pl-PL"&gt; &lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt; Zbliżyli się do czegoś co można było nazwać wioską tylko dlatego, żeby nie urazić gospodarzy. Wokół dużego ogniska ustawionych było w kręgu kilkanaście lepianek. Sprawiały tak samo opłakany widok jak i ich właściciele. Na przeciw nim wyszło jeszcze kilku pół – ludzi pół – zwierząt. Wszyscyz zafascynowaniem spoglądali na Alicję. Zewsząd dało się słyszeć wymawiane niemal z nabożeństwem słowo : „bogini”. Bardzo jej to odpowiadało. Uśmiechała sie lekko. Szary Ogon pomógł się jej przecisnąć przez niewielki tłumek i wskazał pobliskie wzgórze. Alicja dopiero teraz zobaczyła, że stoi na nim dość duży namiot. Istota wzięła ją za rękę i zaprowadziła do jego wejścia.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;.. &lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4680565078665285319-5702294757008792955?l=masayski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://masayski.blogspot.com/feeds/5702294757008792955/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4680565078665285319&amp;postID=5702294757008792955&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/5702294757008792955'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/5702294757008792955'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://masayski.blogspot.com/2007/01/lustro-cz-2.html' title='Lustro, część 2'/><author><name>Masay</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08058620445296323093</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_3UWqGFulYuY/SbwDObL3kfI/AAAAAAAAACU/xIoJBWHSHPE/S220/daniel_03.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4680565078665285319.post-185463927690507622</id><published>2007-01-06T01:20:00.000+01:00</published><updated>2007-01-06T01:49:53.431+01:00</updated><title type='text'>Lustro, część 1</title><content type='html'>&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-decoration: none;" align="left"&gt; - Świetna  robota – powiedziała Alicja i jeszcze raz położyła swoje  przepiękne dłonie na misternie zdobionej, w kwietny ornament,  ramie lustra – Bardzo mi się podoba. Naprawdę.&lt;br /&gt;- Ma  pani świetny gust  – niski, lekko łysiejący sprzedawca pokiwał  głową – To jeden z najstarszych i najpiękniejszych przedmiotów  w moim antykwariacie. Jego historia sięga renesansu. Ponoć należał  do pewnej austriackiej hrabiny von Maxidoff.&lt;br /&gt;- O?  - uprzejmie zdziwiła się Alicja. Prawdę powiedziawszy to niezbyt  ciekawiła ją ta historia, nie chciała być jednak nieuprzejma. -  Jestem pewna, że to musiała być piękna kobieta. Skoro miała  takie piękne lustro musiała się w nim lubić przeglądać.&lt;br /&gt;- O,  z pewnością. Ale na pewno urodzie ustępowała pani, jak ziemia  niebu – mężczyzna ukłonił sie lekko.&lt;br /&gt;- Pan  mi pochlebia – roześmiała się dźwięcznie – Ale miło mi, że  pan tak uważa. Widać, że docenia pan prawdziwe piękno. Ile płacę  za lustro?&lt;br /&gt;- Jak  dla pani 600 $&lt;br /&gt;- Proszę  – wręczyła mu plik banknotów – Mógłby pan  wysłać pod mój adres?&lt;br /&gt;- Oczywiście.  Będzie u pani za kilka godzin.&lt;/p&gt; - Wspaniale  – posłała mu jeden ze swoich najładniejszych uśmiechów  – Dziękuję. Do widzenia. &lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-decoration: none;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-decoration: none;" align="left"&gt;    Wyszła ze sklepu i ruszyła w stronę centrum. Miała przed sobą jeszcze długie zakupy. Alicja była młodą i niezwykle piękną kobietą. Niektórzy porównywali ją do Heleny Trojańskiej, inni do Afrodyty, dla jeszcze innych BYŁA Alicją – jedyną w swojej urodzie. Miała długie, mocno falujące włosy w kolorze blond. Delikatne rysy twarzy podkreślała subtelnym ale wyraźnym makijażem. Jej błękitno niebieskie oczy zawsze sprawiały wrażenie rozmarzonych. Usta miała idealne – nie za wąskie, nie za duże lecz w sam raz by kusić mężczyzn i by wspaniale całować. Długie nogi, z premedytacją podkreślone ażurowymi pończochami, wywoływały zapewne u niejednego faceta efekt „króliczej nóżki”. Reszcie ciała Alicji też nic nie brakowało. Szczupła figura, idealnie obdarzona przez naturę musiała zwracać uwagę każdego z wyjątkiem niewidomego. Jednym słowem bogini, która zstąpiła na ziemię.  &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-decoration: none;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-decoration: none;" align="left"&gt;     Jednak jak mówią mądrzy ludzie – nie ma rzeczy idealnych. Choć to wydaje się niemal niemożliwe Alicja też miała wady. Znajomi nazywali ją „po cichu” Narcyzem. Niby ładnie ale jaką wyraźną treść w sobie niosło. Dokładnie ją to obrazowało.  Alicja uważała, że uroda jest najważniejsza w życiu. Uwielbiała eksponować swoją. Chciała, żeby każdy zwracał na nią uwagę, żeby kobiety jej zazdrościły a mężczyźni się zachwycali. Nie miała by nic przeciwko, gdyby na sam jej widok padali na kolana i oddawali się jej w wieczyste władanie. Sama nie znalazła swojego księcia z bajki, ale lubiła bawić się facetami, prowokować ich , kusić a potem odrzucać jak szmaciane lalki, które już się znudziły. No cóż, taka właśnie była.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-decoration: none;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-decoration: none;" align="left"&gt;    Wieczorem tego samego dnia siadła przed nowym lustrem i przyjrzała się sobie uważnie. Wydawało jej się, że lustro bardzo do niej pasuje. „Gdybym urodziła się w Renesansie to z pewnością byłabym hrabiną. Nie wyobrażam sobie innej pozycji życiowej dla siebie. Wszyscy hrabiowie zabiegaliby o moje względy, a ja mogłabym w nich przebierać... Ach, marzenia” - tak rozmyślając zabrała się za wieczorną toaletę. Nuciła sobie jakąś wesołą melodyjkę. Kiedy zmywała tusz&lt;br /&gt;z powiek stało się coś dziwnego. Alicja miała wrażenie, że jej odbicie mrugnęło do niej.&lt;/p&gt;  &lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-decoration: none;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="text-decoration: none;"&gt;    &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-decoration: none;" align="left"&gt;&lt;span style="text-decoration: none;"&gt;„Chyba mi się przywidziało – spoglądała uważnie w lustro– Z pewnością mi się wydawało. Nie ma innej możliwości. Może to ze zmęczenia, albo powieka sama mrugnęła. Jakiś skurcz czy coś. Głupia jesteś, że pomyślałaś, że to coś niesamowitego – strofowała się w myślach”.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-decoration: none;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-decoration: none;" align="left"&gt;    Po chwili jednak znów stało się coś niesamowitego. Dziewczynie wydało się, że odbicie się uśmiecha. Z początku myślała, że robi to sama, ale kiedy dotknęła twarzy przekonała się, że jednak nie. Zamknęła oczy, a kiedy je otworzyła wszytko wyglądało tak jakby wróciło do normy. „Muszę być bardzo zmęczona. W sumie spędziłam dziś w sklepach pół dnia – pomyślała – Wzrok płata mi już figle. Albo to lustro jest jakieś dziwne. Nieważne, zresztą. Idę się umyć i spać.” Jak pomyślała tak zrobiła. Wzięła szybki prysznic, ubrała się w krótką koszulę nocną i wróciła do sypialni. Chciała pójść od razu do łóżka, ale jej wzrok padł na lustro. Nie mogła oprzeć się pokusie, żeby jeszcze raz się w nim przejrzeć.  &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-decoration: none;" align="left"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-decoration: none;" align="left"&gt;    Podeszła do niego i zaraz odskoczyła jak oparzona. Oprócz niej w lustrze było widać jakąś słoneczną dolinę pełną zwierząt i roślin.  Obróciła się raptownie, licząc, że zobaczy co się odbija, ale za nią była tylko ściana, na której wisiał obraz z kwiatami i łóżko. Nic co mogłoby dawać tak dziwny efekt. Przyjrzała się bliżej i zobaczyła, że zwierzęta się poruszają a liście drzew kołyszą lekko na wietrze. Ta kraina żyła. Alicja odnosiła wrażenie, że czuje ciepło bijące&lt;br /&gt;z doliny. Bardzo powoli wyciągnęła dłoń i zbliżyła ją do powierzchni lustra. Rzeczywiście czuła ciepłe powietrze. Stała tak zafascynowana, nie wierząc, że to wszystko dzieje się naprawdę. Po chwili dotknęła lustra. I wtedy cały pokój zawirował jak karuzela...&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4680565078665285319-185463927690507622?l=masayski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://masayski.blogspot.com/feeds/185463927690507622/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4680565078665285319&amp;postID=185463927690507622&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/185463927690507622'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/185463927690507622'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://masayski.blogspot.com/2007/01/lustro-cz-1.html' title='Lustro, część 1'/><author><name>Masay</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08058620445296323093</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_3UWqGFulYuY/SbwDObL3kfI/AAAAAAAAACU/xIoJBWHSHPE/S220/daniel_03.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4680565078665285319.post-3075175634582735504</id><published>2007-01-06T00:59:00.000+01:00</published><updated>2007-01-06T01:20:05.913+01:00</updated><title type='text'>"Alicja położyła swoje przepiękne dłonie na..."</title><content type='html'>Znów jest głęboka noc... Ja chyba nie potrafię inaczej funkcjonować jak siedzieć do późna a potem mieć problemy ze wstawaniem rano. Już nie raz z tego powodu ucierpiały wykłady na uczelni czy spotkania ze znajomymi...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chcę  dziś  zamieścić  pierwszy fragment  całkiem nowego opowiadania, noszącego tytuł "Lustro". Napisałem je gdzieś przed świętami, ale nie pamiętam dokładnie kiedy. To miało być i było pracą na warsztaty literackie na jakie uczęszczam. (Prowadzone są przez rzeszowskiego literata Jerzego Fąfarę). Ćwiczenie było bardzo ciekawe - Fąfara podawał pierwsze zdanie z już istniejącego opowiadania (najczęściej mało znanego, żebyśmy nie ulegali sugestii innego autora) i każdy miał rozwinąć fabułę po swojemu. W ten sposób powstały już dwa opowiadania. (To drugie wrzucę za jakiś czas).  Zabawa przednia, wierzcie mi ;] Zwłaszcza jak przez kilka dni nie ma się żadnego pomysłu, a wena przychodzi perfidnie 12 godzin przed zajęciami. Miodzio! Polecam każdemu taką dawkę emocji...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4680565078665285319-3075175634582735504?l=masayski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://masayski.blogspot.com/feeds/3075175634582735504/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4680565078665285319&amp;postID=3075175634582735504&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/3075175634582735504'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/3075175634582735504'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://masayski.blogspot.com/2007/01/alicja-pooya-swoje-przepikne-donie-na.html' title='&quot;Alicja położyła swoje przepiękne dłonie na...&quot;'/><author><name>Masay</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08058620445296323093</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_3UWqGFulYuY/SbwDObL3kfI/AAAAAAAAACU/xIoJBWHSHPE/S220/daniel_03.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-4680565078665285319.post-4886486361368868647</id><published>2007-01-05T01:17:00.000+01:00</published><updated>2007-01-05T01:29:37.708+01:00</updated><title type='text'>Początek...</title><content type='html'>Jest późno... Wszyscy domownicy już śpią, tylko ja siedzę przy lapku i prowadzę sprośną rozmowę z Musleyem. Miałem iść wcześniej do łóżka, bo do zdrowych absolutnie, ostatnio nie należę, ale wydarzenia potoczyły się inaczej i założyłem sobie właśnie bloga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam zamiar wrzucać do niego to co mi się udało czy uda napisać. Lubię to robić i jeśli nie jest to najwyższych lotów to i tak sprawia mi to radochę. W sumie odkąd pamiętam. Zacząłem pisać opowiadania jak miałem 10 albo 11 lat. I tak mi już zostało. Póki co nie udało mi się właściwie nic poza internetem opublikować - głównie może dlatego, że za wiele to nie próbowałem...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zapraszam więc do zaglądania i oceniania tego co zamieszczę...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale póki co czas spać...&lt;br /&gt;Dobranoc&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/4680565078665285319-4886486361368868647?l=masayski.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://masayski.blogspot.com/feeds/4886486361368868647/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=4680565078665285319&amp;postID=4886486361368868647&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/4886486361368868647'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/4680565078665285319/posts/default/4886486361368868647'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://masayski.blogspot.com/2007/01/pocztek.html' title='Początek...'/><author><name>Masay</name><uri>http://www.blogger.com/profile/08058620445296323093</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_3UWqGFulYuY/SbwDObL3kfI/AAAAAAAAACU/xIoJBWHSHPE/S220/daniel_03.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
